Królowa aromaterapii

Edyta Tecław, twórczyni marki ViaAroma, królestwa olejków eterycznych, dyfuzorów i pachnącej biżuterii stworzyła swoją firmę z potrzeby zapachu, który nie szkodzi, nie drażni, nie uczula. Od dzieciństwa otaczała się aromatami, przynosiła do domu wszystko co pachnie, świeczki, perfumy, wody toaletowe. Niestety, jej mąż miał silną reakcję alergiczną i musiała usuwać z domu wszystko, co pachnie. Potem pojawił się na świecie syn, który też miał silną alergię na aromaty. A pragnienie zapachu wciąż trwało…

Dopiero, kiedy wyjechała z rodziną na kontrakt na Ukrainę, spotkała się z naturalnymi olejkami i aromaterapią. Okazało się, że lokalni lekarze medycyny mają na studiach obowiązkowe zajęcia z ziołolecznictwa i aromaterapii. I zawsze w pierwszej kolejności proponowali rozwiązania naturalne. Zafascynowało ją to, bo dzieci przestały chorować, nie brały antybiotyków, alergie osłabiały się. Postanowiła spróbować tych metod…

Pierwszy olejek, jaki przyniosła do domu, był z pomarańczy. Edyta Tecław zakraplała wszystko i wszędzie. Sprawdzała jak działa. I to był sukces! Pachniało pięknie, a nie drażniło domowych alergików. Postanowiła zgłębić tę wiedzę. Skończyła Nowojorską Szkołę Aromaterapii i po powrocie do Polski zaczęła dzielić się wiedzą i sprowadzać sprawdzone olejki. Z czasem założyła markę ViaAroma, w której tworzy własne mieszanki, a także biżuterię zapachową (nie tylko kobiece wisiorki, ale też spinki do mankietów dla mężczyzn i mini dyfuzory do auta). Jak żyje osoba zajmująca się olejkami eterycznymi? Aromatycznie! Przeczytajcie jej opowieść o rytuałach dnia:

„Budzę się rano i widzę stojący koło mojego łóżka olejek z czarnego świerku. Ma on wysokie wibracje, podnosi poziom energii, poprawia nastrój. Po prostu wącham go – dwa trzy wdechy w każdą dziurkę nosa. I to początek dobrego dnia. Piję wodę z cytryną (zimą dodaję też imbir) i jem lekkie śniadanie, następnie przychodzi pora na soki i mieszanki ziołowe. Kiedyś piłam czystek , teraz głównie stawiam na zielone smoothie. Lubię też zdrowe owsianki lub jogurty z granolą.

Jadąc do pracy otulam się olejkami. Zawsze mam jakiś zapach w samochodzie. W depresyjnym sezonie jesienno-zimowym poprawiam sobie humor zapachem pomarańczy. To naturalny antydepresant. Latem zamieniam go na miętę lub limonkę – zapachy odświeżające i chłodzące. Czasem dodaję do nich geranium (bardzo kobiecy olejek) lub moją ukochaną mieszankę Powitanie Słońca (na bazie cedru himalajskiego). Powitanie Słońca to idealny miks na początek dnia. Pięknie uzupełnia medytację. Codziennie medytuję. O poranku to zwykle afirmacja dnia, wieczorem wdzięczność i wyciszanie przed snem. Z pewnością moim codziennym rytuałem jest czytanie przed snem. Książka, medytacja, sen.

Każdego dnia ćwiczę. Rok temu miałam poważny wypadek, złamałam kręgosłup. Rehabilitacja obejmuje szereg ćwiczeń całego ciała. Wiem, że muszę je robić. Wykonuję więc regularnie. Ćwiczenia są nie tylko dla ciała, ale i dla ducha. Wyraźnie poprawiają nastrój.

Co robię dla skóry? Rano i wieczorem nakładam na twarz hydrolat różany (sprowadzam go sama), a na to mieszankę, którą codziennie przygotowuję sobie na dłoni – olejek z opuncji figowej (naturalny botoks), kropla olejku z kadzidłowca (odmładza i hamuje namnażanie komórek nowotworowych) i porcja kwasu hialuronowego. Na dzień czasem dodaję odrobinę maceratu z marchwi, by nadać skórze ładny, delikatnie opalony odcień.

Nie robię żadnych zabiegów kosmetycznych, choć kiedyś lubiłam masaże. Co jakiś czas robimy sobie z córką wieczór piękności. Wtedy łazienka jest nasza. Nakładamy peelingi i maseczki. Zawsze z użyciem olejków. Przykład? Mieszam cukier lub fusy od kawy z odrobiną hydrolatu i oleju bazowego (na przykład kokosowego do ciała, a z dzikiej róży do twarzy). Do tego 2-3 kropelki olejków eterycznych – czasem ujędrniającego kadzidłowca, czasem – gdy zależy mi na rozjaśnieniu skóry – cytrynę lub trawę cytrynową, kiedy indziej przeciwzmarszczkowy ylang ylang. Początkowo dodawałam te olejki do kupowanych kremów naturalnych, ale dziś już w ogóle nie kupuję kremów. Wszystko wykonuję sama w oparciu o naturalne produkty.

Po peelingu nakładam maseczkę. Robię mieszankę cudowności (na przykład hydrolat z melisy – działa kojąco i uspokajająco plus kwas hialuronowy, plus sproszkowaną witamina C lub A i E) i przykrywam materiałową maseczką, by stworzyć okluzję. Trzymam ją na twarzy około 20 minut.

Zapachy… dziś to tylko olejki. Mam wiele perfum, kiedyś je uwielbiałam. Odkąd jednak komponuję własne zapachy, sklepowe poszły w odstawkę. Zapachy dobieram do nastroju i pory roku. Zwykle noszę je w zawieszce naszyjnika, ale lubię też kiedy pachnie całe ciało. Ostatnio smaruję się cała sandałowcem. Wystarczy kilka kropel wymieszanych z olejem bazowym.

Na włosy także używam robionych przez siebie mieszanek. Powinno się zachować zasadę około 3 proc. w stężeniu, ale ja robię to na oko i z pewnością daję więcej. Na zagłębienie w dłoni, wypełnione olejem bazowym, dodaję 2-3 krople. Lubię mocny zapach.

Co jeszcze robię dla ciała? Szczotkuję je szczotką z agawy, na sucho. Potem biorę aromatyczny prysznic. Wystarczy kilka kropelek olejku na dno brodzika – zapach unosi się w trakcie kąpieli. Zwykle wybieram pomarańczowy, chyba że jestem przeziębiona – wtedy stawiam na eukaliptus. Świetnie oczyszcza zatoki. Po prysznicu nakładam na ciało (oczywiście z olejem bazowym – kokosowym lub jojoba) ujędrniające olejki. Takie własności ma zielona kawa, paczula, grejpfrut i czarny pieprz. To świetny rytuał wieczorny – zasypiając wciąż niesamowicie pachnę.

Jesienią stosuję mieszankę antywirusową, która stała się zresztą sprzedażowym hitem w pandemii. W jej skład wchodzi eukaliptus, rozmaryn, cynamon, goździk i pomarańcza. Można zakroplić maskę, w której chodzimy, można też wymieszać z olejem bazowym i wmasować w stopy (na stopie jest dużo receptorów), na nadgarstki, szyję (przy bólu gardła). Można też stosować w dyfuzorze – kiedy mamy kaszel i katar. Często używam mieszanki Swobodny Oddech, idealnie działa na zatoki, oczyszcza nos przy katarze. Bardzo lubią ją alergicy, czyli moja rodzina. Syn ma astmę i przy zaostrzeniu choroby, gdy dużo roślin pyli na dworze, stosuje miks mięty z lawendą i cytryną. I pomaga – od lat nie bierze już leków. Moje dzieci wiedzą, jak i na co stosować konkretne olejki. Na przykład na opryszczkę – olejek z trawy cytrynowej pomaga, jak nic innego. Kiedy zaś boli głowa, wmasowują w skronie olejek miętowy. Oregano stosujemy rodzinnie na ból brzucha i na przeziębienie, a sosnę na kaszel. Nie każdy wie, że drzewo herbaciane świetnie dezynfekuje i wypala kurzajki. Lawenda zaś pomaga na ból głowy, poparzenia, a także lęki i zdenerwowanie (w USA rozpyla się ją w gabinetach stomatologicznych i salach przedoperacyjnych w szpitalach, by pacjenci się wyciszyli). Dodatkowo zapach lawendy odstrasza pająki.

Różne pomieszczenia w moim domu mają różne zapachy W kuchni dyfuzuję cytrynę, ponieważ świetnie neutralizuje inne zapachy, a ja dużo gotuję… W salonie lubię kadzidlane nuty – sandałowiec, mirra i kadzidło. W okresie przeziębieniowym skupiam się na olejkach antywirusowych. W łazience lubię zapachy, które kojarzą się z aromatem spa – jak cyprysy, w sypialni zaś wybieram wyciszającą i dającą dobry sen melisę.

Olejki kupuję na całym świecie. Najlepszą jakość mają w miejscach, gdzie dana roślina występuje naturalnie. I tak, olejek z róży damasceńskiej sprowadzam z destylarni z Bułgarii, a kadzidłowiec z Somalii. Wiele osób pyta mnie, co właściwie robić z olejkami? Możemy używać ich do pielęgnacji włosów, skóry, ciała, poprawiania nastroju, leczenia przeziębień. Zawsze należy je rozcieńczać, ponieważ to mocno skoncentrowane substancje. Wyobraźcie sobie, że 1 kropla olejku z mięty odpowiada 17 filiżankom zaparzonego naparu. To ogromna moc. Olejki można dodawać do kapieli, pod warunkiem jednak, że się je wcześniej rozpuści w łyżce miodu lub tłustego mleka (4-5 kropli na łyżkę) – jeżeli wlejemy bezpośrednio do wanny z wodą, olejek będzie pływał po powierzchni i wchodząc do wanny możemy się poparzyć lub uczulić. Do olejków używamy też dyfuzorów. Ja zawsze wybieram szklane, gdzie nie używa się wody. Odradzam plastikowe, ponieważ olejki wchodzą w reakcje z plastikiem i… chlapią. Trudno też je domyć. . Pamiętajmy, że olejki przechowujemy w ciemnych szklanych buteleczkach, szczelnie zamknięte”.

Dla Edyty Tecław aromaterapia to nie tylko pomysł na biznes i pełna pasji praca, ale… całe życie. Naturalne olejki eteryczne towarzyszą jej całą dobę – w domu, aucie, w pracy, podczas wyjazdów i spotkań. Używa ich prozdrowotnie, w celach pielęgnacyjnych, dla poprawy nastroju, a nawet podczas sprzątania. Całkowicie zastąpiła nimi chemię. Aby ulubione wonie otulały ją cały czas – Edyta stworzyła piękną, unikalną biżuterię, do której można zakraplać ulubione olejki eteryczne, a dzięki wymiennym padom – stosować różne w zależności od potrzeb i nastroju.

Edyta i jej biżuteria zapachowa
Agnieszka
Agnieszka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *