Wegańska, kompleksowa, lekka i naprawdę fajna pielęgnacja. Nowa linia Waunt zrobi u fanek Oriflame furorę. Zapewni rozświetlenie, wygładzenie i pomoże pozbyć się niedoskonałości. W składzie: nawilżające masło CUPUAÇU, algowy olej z kwasami OMEGA-9 (poprawia nawilżenie, zapobiega jego utracie, wspomaga produkcję kolagenu i elastyny), antyoksydanty, polifenole, enzym z granatu, mieszanka ziół poprawiająca mikrokrążenie, zatrzymujący wilgoś propanediol oraz ekstrakt z dębu, który chroni przed wolnymi rodnikami.

Testowanie zaczynam od mgiełki kojąco -wygładzającej. To właściwie mgiełko-balsam. Produkt jest lekki, ultranawilżający i tonizujący, a działa jak balsam. Odbudowuje nawilżenie, wygładza i wycisza skórę,
podkreślając jej naturalny blask. Do tego różowy. I przyjemnie pachnie. Wieczorem zrobię rozgrzewającą i oczyszczającą maseczkę, która ma ograniczać przetłuszczanie się skóry, odblokowywać pory, usuwać cząsteczki zanieczyszczeń gromadzące się na skórze. Ma gęstą konsystencję przypominająca miód i rozgrzewa się po wmasowaniu w skórę.

Od razu zaczęłam używać rozświetlającego sztyftu pod oczy. Ma bogatą, aksamitną konsystencję rozświetlającą skórę. Stosowany regularnie ma redukować cienie – co by mi się przydało. Fajne w tej linii jest zastosowanie nowej technologii Hydrosphere, która zapewnia stopniowe uwalnianie składników i posiada potwierdzone kliniczne nawilżenie przez 24 godziny! I to się ceni. Podobnie jak fakt, że wszystkie słoiki i butelki Waunt zawierają plastik z recyklingu.

Już nie wspomnę o designie – kolorowe, optymistyczne opakowania i cała kampania, jaką przygotowała marka Oriflame dla tej linii idealnie wpasowują się w klimat wiosny i lata. Lubię, jak ktoś pisze do mnie „hey, beauty!” i pewnie nie tylko ja. Mnie urzekły, idę testować dalej.

