Wielkość… ma znaczenie

Mam na myśli wielkość cząsteczek. Czy wiecie dlaczego niektóre kremy działają, a inne tylko dużo obiecują? To kwestia wielkości cząsteczek składników aktywnych. Zobacz, co musi mieć kosmetyk, by spełniał dane obietnice.
Nasza skóra nie przyjmuje wszystkiego. I na nic są opowieści o wspaniałych składnikach pielęgnacyjnych. Jeśli ich cząsteczki są zbyt duże, poleżą jedynie na powierzchni naskórka. Dlatego na przykład jeśli producent nie chwali się, że w środku kremu jest NISKOcząsteczkowy kwas hialurynowy (a jest się czym chwalić), to prawdopodobnie w kremie pływa sobie ten wielkocząsteczkowy, który nie jest w stanie wniknąć w głąb. Stworzy oczywiście miłą okluzję, ale nie pomoże w głębszych warstwach skóry.

Fot. D.Dan/Pexels

Aby składnik dotarł głębiej musi pokonać dwie drogi. Albo przenika przez gruczoły potowe i łojowe, albo czeka go droga między keranocytami (to te martwe komórki, które się złuszczają). Między tymi ostatnimi jest tzw cement komórkowy. „Wszystko, co ma nawilżyć potrzebuje wsparcia lipidów – nawilżanie jest konieczne! To jest prawidłowe twierdzenie gdyż lipidy wykazują powinowactwo do cementu międzykomórkowego, więc przenikają swobodnie, substancje nawilżające mniej. Przy tym przenikaniu najważniejsza jest jednak wielkość cząsteczek. Ich masy mierzymy w daltonach (Da). Dziś już wiadomo, że cząsteczka musi mieć poniżej 500 Da, aby mogła przeniknąć przez skórę”, tłumaczy Katarzyna Nowacka, kosmetolog z 20-letnim stażem, wiceprezeska Zarządu Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Kosmetologii Przyjazna Kosmetyka i członkini Polskiej Akademii Dietetyki i Mikroodżywiania.

Co zatem przenika w głąb skóry? Na przykład aminokswasy! Mają małe cząsteczki i potrafią dotrzeć naprawdę głęboko. Woda jest z jednej strony malutką cząsteczką, ale jej skład przesądza o tym, że nie jest w stanie pokonać lipofilowej bariery cementu komórkowego. To dobrze, bo inaczej byśmy „nabierali wody” w wannie i kąpieli w morzu. Dlatego woda zawarta w kosmetykach nie nawilża skóry.

Peptydy z kolei mają różne masy cząsteczkowe i jedne z nich są w stanie przenikać do naskórka, inne są zbyt duże, inne z kolei działają jako promotory przenikania i wspierają inne substancje w drodze w głąb skóry.

Polecana przez ekspertkę linia peptydowa Selvert Thermal

I tu pojawia się ciekawy temat, bo przecież producenci kosmetyków chcą by ich kremy działały. Dlatego właśnie używają wspomnianych wcześniej promotorów przenikania. „To tak zwane nanonośniki. Aby kosmetyk działał powinny się one w nim znaleźć. One niejako opakowują ważny i potrzebny składnik tak, by z ich pomocą przeniknął głębiej w skórę. Mamy różne nanonośniki, te najbardziej znane to: tlen hiperbaryczny, fulereny czy na przykład liposomy. Te ostatnie przypominają ludzkie błony komórkowe. Dostarczają składników aktywnych, ale też świetnie wbudowują się w skórę”, dodaje ekspertka.

Fot. E.Elijas/Pexels

Tu pojawia się temat mikrokapsułkowania. Dzięki technologiom używanym w medycynie, a które przeszły częściowo do medycyny estetycznej i kosmetyki, można wtłoczyć retinol do takiej kapsułki a ona dostarczy go w konkretne, pożądane miejsce i dopiero tam uwolni. Dzięki temu retinol nie podrażni skóry i zminimalizujemy reakcję retinoidalną (ponieważ ją ominie – to usuwamy, bo retinol trafia do skóry i tam działa). Z medycyny również zapożycza się tak zwane drony kosmetyczne, które też przenikają przez skórę i łączą się tam tylko z konkretną komórką (a dokładnie jej receptorem) – na przykład z fibroblastem.

Aminokwasy w kremie – zawsze dobry wybór. Tu, w kosmetyku Drunk Elephant, jest 9 peptydów (stworzonych na podstawie aminokwasów, które budują proteiny w skórze)

Jak widać nowoczesne technologie podbijają biznes kosmetyczny i sprawiają, że rzeczy niemożliwe stają się możliwe. Oczywiście to na razie drogie sposoby na uzyskanie kremów idealnych. Na ten moment jednak zwracajmy uwagę na obietnice, które widzimy na opakowaniach kosmetyków. Wybierajmy kremy z liposomami – bo to częsty i dobry nośnik. Przy kolagenie sprawdźmy, czy jest on hydrolizowany, ponieważ to białko o dużej masie i nie przenika przez skórę, dlatego tworzy jedynie warstwę ochronną na niej. Nie pobudza fibroblastów i nie uzupełnia niedoborów w skórze. To czcze obietnice producentów. Wiemy natomiast, że dostarczanie aminokwasów budujących kolagen w kremach oraz witaminy C zwiększa jego syntezę. Efektywne jest również suplementowanie kolagenu w kapsułkach a także w/w aminokwasów w postaci roztworów do picia, co potwierdzają liczne badania. Przy kwasie hialurynowym przyglądajmy się, by był niskocząsteczkowy. Szukajmy aminokosmetyków – one budują kolagen a z pewnością przenikną w głąb skóry. Jeżeli chcemy kupić krem z koenzymem Q10 to pamiętajmy, że ma on żółty kolor, zatem kosmetyk też może być żółtawy. Generalnie czytajmy składy, ponieważ czasem możemy się nabrać na piękne opakowanie, które ma środku niewiele dobrego.

Liposomy – warto sprawdzić serum marki Mokosh.

Oczywiście wiedza ta wymaga czytania etykiet, ale naprawdę warto. Gdybyście potrzebowali wsparcia, pani kosmetolog wybrała kilka sprawdzonych przez siebie pozycji z rynku kosmetyków. Mają dobre składy i przenikają dokładnie tam, gdzie powinny. To na przykład: linia Intraceuticals – zabieg infuzji w gabinecie i zestaw pielęgnacji domowej, Selvert Thermal linia lift Peptide, linia Pure Golden (zabieg profesjonalny+ pielęgnacja domowa), Sothys linia kremów beta P3 (BP3) oraz linia Nutrition, Diego dalla Palma linia Icon Time, oraz profesjonalne peelingi chemiczne w nanotechnologii Mediderma.

Kosmetolog Katarzyna Nowacka

bellateca
bellateca

Im więcej mam lat, tym temat urody jest ważniejszy. Wymaga pracy, uważności i dbałości. Tym chętniej o tym piszę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *