Nie ukrywam – dekoruję. I serio, to leczy i wygląda!

Jeszcze rok temu miałam jedną życiową misję: zrobić wszystko, żeby nikt nie zauważył mojego pryszcza. Korektor, kolejna warstwa korektora, puder, modlitwa do wszystkich świętych beauty i… oczywiście po trzech godzinach wielka czerwona góra była jeszcze bardziej widoczna. Najgorsze? Ja sama nie potrafiłam zostawić jej w spokoju. Dotykanie. Drapanie. Wyciskanie. Tak, wiem. Mama mówiła, żeby tego nie robić. Dermatolodzy też. TikTok też. Ale wiadomo – „tylko raz”. A potem przez tydzień chodziłam z jeszcze większą pamiątką. I wtedy odkryłam plasterki na wypryski.

Skin Snap – pełen wybór


Na początku wydawały mi się trochę… dziwne. Serio mam przykleić sobie coś na twarz i wyjść z domu? Przecież wszyscy będą patrzeć! Spoiler: patrzą. Ale nie dlatego, że mam pryszcza. Tylko dlatego, że mam na nim holograficzną gwiazdkę. I nagle zamiast: „Ojej, wyskoczył ci pryszcz”, słyszę: „Skąd masz te gwiazdki?”. To jest chyba największy glow up mojego życia. A to niespodzianka!

Skin Snap zrobił plasterki, które nie tylko pomagają ogarnąć wypryski, ale jeszcze wyglądają jak element stylówki. Są czarne gwiazdki, błyszczące gwiazdki, różowe serduszka, zwierzątka i takie totalnie niewidoczne, kiedy akurat nie mam ochoty niczego eksponować. Moim ulubionym odkryciem są holograficzne gwiazdki. Serio. Czuję się trochę jak wróżka z pryszczem, ale przynajmniej wygląda to milion razy lepiej niż kilogram korektora.
Najlepsze jest to, że plasterek robi robotę, a ja przestaję ciągle dotykać twarzy. Kiedy mam go przyklejonego, nawet nie próbuję nic wyciskać. A to już połowa sukcesu.

W składzie mają między innymi kwas salicylowy albo niacynamid, więc nie są tylko ozdobą. Chronią zmianę przed bakteriami, pomagają się goić i sprawiają, że rano człowiek nie budzi się z niespodzianką dwa razy większą niż wieczorem. No i wreszcie ktoś zrozumiał, że Gen Z nie chce już udawać, że ma idealną cerę 24/7. Pryszcze zdarzają się każdemu. Dosłownie każdemu. Nawet tym dziewczynom z Instagrama, tylko one mają lepsze światło.
Najbardziej śmieszy mnie to, że kiedyś wydawałam fortunę na korektory. Teraz idę do Biedronki po plasterki.
Tak, do Biedronki.

Najważniejsze – pryszczy mam mniej. Tylko to, że przestałam traktować je jak koniec świata. A jeśli już któryś postanowi pojawić się dokładnie dzień przed imprezą albo klasowym zdjęciem… To trudno. Dostaje różowe serduszko i też idzie ze mną.

bellateca
bellateca

Im więcej mam lat, tym temat urody jest ważniejszy. Wymaga pracy, uważności i dbałości. Tym chętniej o tym piszę.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *