Leśna pielęgnacja

Nic nie relaksuje mnie bardziej niż zapach lasu. Ten jesienny, lekko wilgotny, sprawia, że odpływam w marzenie, zanurzam się we wspomnieniach. Wiem, że płynę w romantyzm rodem z Rodziewiczówny… ale cóż. Tak właśnie działa na mnie las.

Inspiracja Woody Mood. To zdjęcie z mojego snu…

Z pewnością nie jestem w tej miłości odosobniona, bo gdyby nie było tylu fanów lasu, nie powstawało by tak wiele kosmetyków opartych o leśne olejki. Te najpiękniejsze to oczywiście perfumy! Moim absolutnym hitem, odkrytym rok temu w perfumerii Quality Missala jest leśny zapach Woody Mood. Ma działanie hipnotyczne – natychmiast relaksuje i zanurza w sentymentalnych wspomnieniach i przenosi w czas wczesnego dzieciństwa i spacerów po lesie pod Siedlcami, gdzie spędzałam wakacje. Jeździłam na każde wakacje do miejscowości Łupiny, gdzie moje wujostwo miało dom tuż obok lasu. W tym lesie spędziłam niesamowite chwile a tamten czas to kraina beztroski. Pewnie dlatego paprocie, mchy, olejki sosnowe i jodłowe tak łatwo mnie odprężają.

Moja leśna miłość, Woody Mood

Dziś, wracając do domu po pracy lub ciężkim dniu, wlewam kilka kropli sosnowego olejku do dyfuzora i odpływam. Na drogeryjnych półkach szukam kremów z wyciągiem czarnej sosny – jest bogaty w polifenole! Znalazłam te skarby w kremie Korres Black Pine. Kupiłam też stworzony na bazie składników naturalnych sosnowy krem chroniący i odbudowujący skórę rąk Babuszki Agafi. Wybierając sól do kąpieli – zawsze postawię na taką o zapachu lasu.

I oczywiście perfumy… Tu jest niezwykły wybór. Wspomnę o kilku: Jeroboam Ligno z balsamem jodłowym, do tego paczula, ambra i piżmo. Hmmmm szaleństwo! Albo Nasomatto Blamage – tu znajdziemy ciepłe, zielone akordy leśne i drzewne. Do tego sama butelka to dzieło sztuki – spójrzcie na korek!

Zapach Jeroboam – balsam jodłowy robi swoje!

Pięknie zapowiada się też Pro Fvmvm Roma Fumidus – ma w sobie zielony, dymny wetiwer, brzozę trzaskającą w ogniu w jesienne wieczory i whisky. Co za połączenie! Jest też piękny jesienny Carner Barcelona Palo Santo o zapachu ciepłego mleka i rumu, z odrobią wetiweru, gwajakowca (palo santo) i cedru…

Blamage – dzieło sztuki

Kiedyś myślałam, że najbardziej lubię wiosnę… zaczynam jednak coraz cieplej myśleć o jesieni. Honorata od zawsze jest jesienna. Już w połowie lata cieszy się na jego koniec i nadejście jesieni. Kolor pożółkłych liści i dyni jest jej ulubionym. Moja licealna przyjaciółka Ewa napisała ostatnio na Facebooku, że pokochała jesień. Zrozumiałam, że ja też. A może to nie jesień, ale spokój, który mam. A może to te zapachy? Nie wiem sama… Idę pod koc, zapalam świeczkę (cynamonowo-dyniową) i odpływam.

I mój codzienny przyjaciel… olejek sosnowy
Agnieszka
Agnieszka

Im więcej mam lat, tym temat urody jest ważniejszy. Wymaga pracy, uważności i dbałości. Tym chętniej o tym piszę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *