Kobieta na krańcu świata

Poznałyśmy się na plaży w Santa Monica. Żaneta Auler, Polka w Los Angeles, której życie jest spełnieniem marzeń. Wykonuje bowiem dwa cudowne zawody jednocześnie – ma szkołę jogi oraz organizuje fantastyczne wycieczki. Zjeździła pół świata i co chwila wrzuca na media społecznościowe zdjęcia z Hawajów, Wyspy Wielkanocnej, Meksyku, Wielkiego Kanionu. Teraz, w czasie pandemii, turystyka nieco się stonowała. Ale joga rozwija się na całego.
Polubiłam ją od pierwszego wejrzenia. Ma w sobie spokój i równowagę. I naprawdę robi to, co lubi. Zobaczcie jak dba o swoje ciało i duszę kobieta, która wie jak spełniać marzenia:

Tu się poznałyśmy, plaża w Santa Monica.

Moje życie (przed covidem) to podróże i duża aktywność. Samoloty, autokary, mało snu, dużo stresu i mnóstwo ludzi wokół. Styl życia, który prowadzę, charakteryzuje się ciągłymi zmianami i wiecznym dostosowywaniem się do nowych warunków. Na szczęście w tym całym szaleństwie mam swoje priorytety i rytuały, które pozwalają mi iść przez życie w niezłej formie i w dobrym nastroju. I nawet jeśli w danej chwili muszę swoje potrzeby odłożyć na bok i gasić codzienne zawodowe pożary, zatracić się w pracy, to wiem, że za chwilę będę mogła nadrobić i wrócić do siebie. Nieważne w którym miejscu na ziemi jestem, rytuały dają mi właśnie poczucie bycia “u siebie” .

Żaneta Auler, Polka w LA.

Jestem wielkim zwolennikiem równowagi, w każdej dziedzinie życia. Uwielbiam sport i dzień zaczynam od  aktywności fizycznej, to mi ustawia, wbrew pozorom nie tylko ciało, ale głównie głowę. Jednego dnia jest to 3 godzinna jazda rowerem nad oceanem, innego tylko intensywne 30 min na rowerze stacjonarnym na balkonie. W kolejnym dniu hiking w górach, 5-10 km biegu po lesie, 2 km kraulem w oceanie lub uspokajająca, rozciągająca joga yin. Na plaży lub w domu. Czasem, z braku czasu, dzień zaczynam od  2 min stania na głowie w kącie pokoju hotelowego i od razu świat wydaje się lepszy:) Niedawno odkryłam jogę twarzy, ale dopiero się temu przyglądam. Może to jest idealne zajęcie pielęgnacyjne podczas stania w gigantycznych korkach Los Angeles;) Do tego dobra muzyka lub ciekawy podcast. I moja równowaga osiągnięta. 

Nie używam wielu kosmetyków upiększających, makijaż robię delikatny, taki który się sprawdzi na pustyni i w  wielkim mieście. Od lat używam pudru firmy Babor. Wygoda i dobra jakość. Lubię mocne kolory szminek i eksperymentuję z różnymi markami.
Podobnie mam z kosmetykami pielęgnacyjnymi, lubię próbować testować. Przeskakuję z Shiseido, Clinique przez Pat&Rub i Ziaję. Ale zawsze wracam do mojej ulubionej marki Dr Hauschka. Uwielbiam ich świeżość, naturalność, konsystencję i to poczucie lekkości, jakie dają mojej skórze. Dwa razy do roku (między sezonami, kiedy mam więcej czasu w domu i dla siebie) robię sobie kuracje i wklepuję specjalne regenerujące ampułki Dr Hauschka. 
Jak to mówią Amerykanie jestem raczej shower person, a nie bathtub person. Szybki poranny prysznic, capuccino, owocowy shake, trening, kolejny prysznic  i moja energia i nastrój są na najwyższym poziomie. 

Żaneta Auler zna świat jak własną kieszeń

Uwielbiam comiesięczne wizyty w amerykańskich salonach Mani@Pedi, wtedy rozsiadam się wygodnie w wygodnym fotelu z lampką szampana, a wykwalifikowane kosmetyczki zajmują się jednocześnie moimi dłońmi i stopami. To tylko godzinka, bo tempo ich pracy jest szybkie, ale jakże dla mnie cenna.
Ze wszystkich podróży przywożę nie tylko nową wiedzę, poszerzone horyzonty, wartościowe spotkania z ludźmi, piękne zdjęcia, ale także cudowne wspomnienia i doświadczenia Jednym z nich są lokalne masaże. To moje uzależnienie i synonim największego relaksu. Oddaję się takiemu luksusowi gdzie tylko i kiedy mogę. I już marzę o następnym, gdzieś na końcu świata.

Agnieszka
Agnieszka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *