Kobiecość, silnik i konie mechaniczne

Kasia Frendl wie o samochodach i motocyklach wszystko. Moment obrotowy, napęd i te wszystkie motoryzacyjne sprawy to hobby i zawód w jednym. Jej blog motocaina.pl opisuje świat czterech (i dwóch) kółek w sposób przystępny i atrakcyjny. A ona sama jest wśród męskiej większości dziennikarzy motoryzacyjnych pięknym, kobiecym wyjątkiem. Wjeżdżając Mercedesem prawie na pionową ścianę nie zapomina o szmince, a grzejąc Jeepem po górach zawsze ma pod ręką krem i tusz do rzęs. Testowałyśmy wspólnie niejeden pojazd i zawsze był to czas fajnych rozmów. Teraz Kasia Frendl zdradza nam kilka swoich kobiecych sekretów:

„Nie jestem typem osoby, której pielęgnacja spędza sen z powiek. A może powinnam być? Tak, powinnam – jestem powyżej 40-stki, owal twarzy już niezbyt młodzieńczy i spojrzenie coraz bardziej dojrzałe. Ale radosne! Bo to, co mnie kręci w życiu najmocniej, to motoryzacja. Zawsze wolałam wydawać pieniądze na paliwo niż na kosmetyki. Ale im jestem starsza, tym bardziej doceniam równowagę między tym, co zawodowe, a tym, co rodzinne, prywatne, moje. I takie moje są z pewnością chwile, kiedy po ciężkim tygodniu organizuję sobie łazienkowy wellness. Wiem, że utknięcie w wannie na długie godziny (bywa, że nawet trzy!) z wciągającym kryminałem, to nie jest najlepsze rozwiązanie dla skóry. Ale ja to uwielbiam! Po krótkim peelingu po prysznicem, do wody wpuszczam przeróżne substancje. Czasem jest to płyn borowinowy od Tołpy, który daje ukojenie moim mięśniom, kręgosłupowi i powięziom spiętym od pracy przy komputerze. Czasem wystarczy kilka kropel olejku z lawendy (świetny zwłaszcza w zimne miesiące, kiedy mam problemy z zatokami), sosny, ylang-ylang, pomarańczy, czy trawy cytrynowej do aromaterapii i lepszego samopoczucia. Innym razem w kąpieli nakładam maseczkę na twarz – zwykle jakąkolwiek, byle nawilżającą. A jeszcze innym razem detoksykuję się w soli Epsom.

Najmniej uczucia poświęcam włosom, choć myję je codziennie. Nigdy nie używam odżywek. Ostatnio zachwycił mnie świetny szampon australijskiej marki Davroe, z naturalnymi wyciągami z roślin. Produkt jest wegański, nietestowany na zwierzętach i pozbawiony chemicznych „świństw” (siarczanów, parabenów) – włosy są po nim fenomenalnie błyszczące, a ich układanie zajmuje mi dwie minuty. Na grzywkę nakładam jedynie odrobinę żelu.

Krwista czerwień na ustach, jej znak rozpoznawczy

Jestem też absolutną fanką właściwie wszystkiego, co jest sygnowane marką Chanel. Na widok kosmetyków, perfum (Allure!), czy mody ze słynnym logiem, uginają mi się kolana, a dłonie chwytają za telefon, aby sprawdzić stan mojego konta. Ponieważ często podróżuje służbowo i odwiedzam wiele lotnisk, to zakupy kosmetyczne realizuje zwykle na strefach bezcłowych. Kremy, zapachy, czy produkty do makijażu – nigdy się nie zawiodłam na ich jakości, a opakowania są po prostu obłędne!

Czerwone paznokcie pasują do kierownicy

Jak przy make-up’ie jesteśmy, to – poza Chanel -używam też kosmetyków Givenchy. Przepięknie pachną, mają urzekające kolory i są równie… francuskie. Tak, paryski szyk i elegancja – również w makijażu – bardzo mi odpowiadają. Malując oczy jestem wierna barwom grafitu, szarości i ciemnego brązu. Usta podkreślam jedynie od „wielkiego dzwonu” – zwykle krwistą, matową czerwienią. Podobny kolor jest u mnie najczęściej widziany na paznokciach. Te ostatnie są u mnie stuprocentowo naturalne – mam je za słabe na stosowanie hybrydy czy innych, sprzyjających oszczędzaniu czasu wynalazków. Ku zdziwieniu większości moich koleżanek nie stosuję też żadnych fluidów, podkładów, kremów BB. Nie udało mi się chyba znaleźć odpowiedniego. Za to w pudrach przebieram jak w dobrych herbatach – w obu przypadkach mam ich bez liku i stosuję zamiennie w zależności od nastroju.

Największa fanka Chanel w motoryzacji

Z uwagą przyglądam się także polskim kosmetykom. Po długoletnim testowaniu oferty przeróżnych marek, najbardziej skuteczne, produkowane z respektem dla zwierząt i przyrody, a także bazujące na naturalnych produktach okazały się kosmetyki dr Ireny Eris. To, co mnie najbardziej przekonuje do tej marki – poza jakością – to wciąż trwające prace w laboratorium nad najwłaściwszymi recepturami czy technologiami, które mają sprawić, że nasza skóra będzie nieskazitelna. Ja pracuję nad nią – jak tylko mam czas – w Instytutach dr Eris. Tam mnie otaczają troskliwą opieką. A jak znajdę wolny czas, choćby jeden weekend, to pędzę – oczywiście jadąc przepisowo – do jednego z trzech niezwykłych hoteli – spa, położony w urokliwych miejscach: Wzgórz Dylewskich, Krynicy-Zdrój, czy Polanicy-Zdrój, w których odpoczywam niczym Kleopatra… Masażyści usuwają ze mnie cały stres, a kucharze dbają o podniebienie. Z dala od domu i codziennych obowiązków podarowuję sobie najwięcej uwagi, luksusu, spokoju i… miłości. Czego życzę czytelniczkom mojego ulubionego bloga bellateca.pl!”

Agnieszka
Agnieszka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *