Kobieta – Poezja

Chciałabym więcej.
Każdy by chciał.
Ja chciałabym więcej ciebie.
Daję ci tyle, ile mogę dać.
Dajesz tyle, ile chcesz dać. Chciałabym więcej.
Ale ja mam tylko tyle.
A co z resztą?
Resztę muszę zostawić sobie.
A gdybyś spróbował, tak na chwilę, dać więcej i zobaczyć, jak to jest?
Dać na chwilę i odebrać? Nie chciałabyś tego.
Chciałabym. Chciałabym choć przez chwilę poczuć, jak to jest mieć ciebie mnóstwo.
A co potem? Ja nie mogę dać ci więcej na zawsze.
Nie wiem, co potem. Teraz chcę poczuć i się nasycić.
Bądźmy dorośli. Umawialiśmy się na tyle.
Tyle mi nie wystarcza. Mam miejsce na więcej.
Może wypełnij je sobą?

To jeden z wierszy Moniki Jasłowskiej. Prosty i szczery. Inne też są takie. Mocne, poruszające, prawdziwe. Każdy, kto układał się w relacjach, odnajdzie znajome wątki. Monika potrafi dotknąć sedna życia i uczuć. Z wykształcenia sinolożka, z pasji podróżniczka. Pracuje w korporacji. Kiedy jednak przeczytałam te wiersze, zrozumiałam, że przede wszystkim jest poetką. Opowiedziała nam o swoich codziennych rytuałach piękna i zdrowia. Jest chyba jedyną znaną mi osobą, która ma cierpliwość do wszystkich koreańskich zasad pielęgnacji.

Monika Jasłowska, poetka wiecznie w drodze

„Z koreańską pielęgnacją pierwszy raz zetknęłam się w Korei. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, ba nawet z pielęgnacją twarzy byłam trochę na bakier, jakiś płyn micelarny i krem nawilżający, to wszystko na co mnie było stać. I nagle znalazłam się w Seulu, mieście, w którym liczba drogerii na kilometr kwadratowy jest niewiarygodna, pielęgnacji twarzy poświęcone są plakaty, bilboardy i ogłoszenia w metrze. Zresztą same Koreanki są chodzącą reklamą lokalnych sposobów pielęgnacji twarzy. Większość ma piękną, błyszczącą cerę z tzw. efektem glow.

Z Korei wróciłam z połową plecaka wypełnioną maseczkami, kremami, tonerami i mnóstwem innych rzeczy. Wiedziałam, że w Polsce wcale nie jest łatwo je dostać, więc zrobiłam zapas co najmniej na rok. To mnie zmotywowało do prawdziwego zagłębienia się w temat i stosuję tę metodę do dziś.

Polega ona na 10 stopniowej codziennej pielęgnacji twarzy wg ściśle ustalonych zasad. Silny akcent, dwu a czasem trzystopniowy, położony jest na oczyszczanie, potem tonowanie, a następnie esencje, serum, odpowiednie kremy, peelingi, maski na noc i na dzień. Jest tego sporo, ale efekty są wspaniałe. Po raz pierwszy w życiu włączone kaloryfery w domu i klimatyzacja zimą w pracy nie zaszkodziły mojej skórze, przez cały sezon grzewczy była idealnie napięta i nawilżona. A w moim wieku to wcale nie jest takie oczywiste.

W tym samym roku koleżanka wkręciła mnie w temat dbania o włosy. Weszłam gładko w stosowanie odpowiednich szamponów, odżywek humektantowych, proteinowych i emolientowych, używanych w zależności od pory roku, wilgotności i stanu włosów. I nagle, po wielu latach okazało się, że wcale nie mam prostych włosów. Jestem zachwycona swoim obecnym skrętem, który sam się wydobył, z moich pukli, kiedy przestałam je katować mocnymi szamponami i nieodpowiednimi kosmetykami. Na temat tzw. włosingu czy dbania o włosy kręcone jest mnóstwo grup na facebooku, polecam wszystkim świadomą pielęgnację.

Do dbania o cerę i włosy dodaję stałą aktywność fizyczną. Przez ostatnie lata uprawiałam kickboxing, przygotowywałam się do półmaratonu, uprawiałam nordic-walking, jogę, ćwiczyłam z trenerem na siłowni. Staram się sobie urozmaicać aktywność, stale coś robić, żeby pozostawać w formie. Uwielbiam chodzić po górach, a nie ma nic bardziej frustrującego, niż kiepska kondycja na górskim szlaku. Ale oczywiście, jak każdemu, zdarzają mi się okresy lenia, kiedy nawet przez kilka miesięcy nie robię absolutnie nic. Staram się nie być wtedy dla siebie zbyt surowa i dać sobie spokój z wyrzutami sumienia w takich okresach.

Jak większość kobiet, od czasu do czasu zmagam się z nadwyżką kilogramów. Nie jestem i nigdy nie byłam chuda i wcale mi to nie jest potrzebne, ale mam zestaw ulubionych ubrań i lubię w nie wchodzić. Dlatego odżywiam się raczej dobrze, uwielbiam gotować, więc nie jadam żywności przetworzonej. Okresowo stosuję post warzywno-owocowy, który oczyszcza mój organizm, a przy okazji pozbywam się dodatkowych kilogramów.

Jestem bardzo niespokojnym duchem. Uwielbiam podróżować i w zasadzie zawsze znajduję jakiś sposób, żeby się gdzieś wyrwać w wolnej chwili. Z wykształcenia jestem sinolożką, kraje dalekiej Azji są mi szczególnie bliskie, w niektórych byłam po kilka razy. Marzę, żeby do któregoś z nich przeprowadzić się na kilka lat. Ale nie tylko daleka Azja mnie pociąga, zwiedziłam już grubo ponad 50 krajów, kocham góry, wulkany i trekkingi w samotności. W ogóle wiele z tych wypraw organizuję sama i sama też podróżuję. Wypady ze znajomymi są super, ale pobycie samemu ze sobą przez kilkanaście dni na górskich szlakach, to jak prysznic dla mózgu. Polecam każdemu, kto lubi ze sobą przebywać.

„Związki i bezzwiązki”, poezja Moniki Jasłowskiej

Jak nie podróżuję, to czytam i piszę. Nałogowo pochłaniam książki i podejrzewam, że znacznie zawyżam średnią krajową czytelnictwa. Odkąd odkryłam Kindla, czytam w każdej możliwej sytuacji i w zasadzie z książkami się nie rozstaję. Od kilku lat piszę też małe formy, głownie do szuflady, bo samo pisanie działa bardzo oczyszczająco i uwalniająco na emocje. Ostatnio wydałam wybór impresji, wierszy i dialogów na tematy damsko-męskie pt. „Związki i bezzwiązki. To scenki inspirowane sytuacjami, jakie zdarzyły się mi, czy moim przyjaciółkom i przyjaciołom w ich damsko-męskich relacjach. Książka została bardzo ciepło przyjętą, bo czytelnicy doskonale się w nich odnajdują – kwestie związkowe dotyczą wszystkich nas i we wszystkich wzbudzają emocje. Ta książka to nic wielkiego ani odkrywczego, ale wiem, że potrafi emocjonalnie pobudzić. I to zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Ilustracje do niej przygotowała Marta Konarzewska, znakomita ilustratorka, która doskonale wczuła się w klimat książki i ciekawą kreską wciąga nas w związkowy/bezzwiązkowy świat coraz głębiej”.

Agnieszka
Agnieszka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *