Kosmetyki w krainie muzyki

Poznałyśmy się na wywiadzie do Elle. Tamta rozmowa była o muzyce… i była krótsza od tej, w której BOVSKA, kompozytorka i wokalistka, opowiada o swojej pięlęgnacji, kosmetycznych inspiracjach, rytuałach i zachwytach. Totalna kobiecość, uśmiechy przy wspomnieniach perfum i błyszczące oczy gdy mówi o szminkach. Cudna opowieść! Przeczytajcie:

Fot: Łukasz Murgrabia

„Im jestem starsza tym bardziej pochylam się nad pielęgnacją. A w świat urody i pielęgnacji wprowadziły mnie mama z babcią, powtarzając od dziecka, że „należy o siebie dbać”. One nie malowały się przesadnie, ale zawsze pamiętały o pielęgnacji. No i dały mi dobre geny! Mama ma ładną i wypielęgnowaną skórę.

Mam kilka rytuałów w życiu, wszystkie ważne. Z pewnością poranna kawa do nich należy. Drugim jest spacer z psem. To konieczność połączona z przyjemnością. Poza tym od początku pandemii ćwiczę w domu. Kiedyś chodziłam na siłownię i na jogę, kiedy jednak wszystko się zamknęło, uznałam, że spróbuję w domu. I to jest świetne! Znalazłam na YouTube ciekawych trenerów jogi. Lubię ćwiczyć z Adriene Louise, amerykańską trenerką. Ciekawe, bo zanim pandemia nie zmusiła mnie do ćwiczeń domowych, nigdy nie mogłam się wcześniej do nich zmobilizować. A teraz wydaje mi się to po prostu naturalne. Ćwiczę pół godziny dziennie, prawie każdego dnia.

Fot: Łukasz Murgrabia

Joga to ciekawy temat. Pierwsze z nią zetknięcie było dawno temu. Miałam 12 lat kiedy dostałam książkę „Joga w weekend”. Zafascynowała mnie. Potem trafiłam na warsztaty tańca i joga była jednym z prowadzonych tam zajęć. A następnie zapisałam się do szkoły jogi na ulicy Foksal, blisko mojego Uniwersytetu Muzycznego. I tam już naprawdę się wciągnęłam. Bardzo pasuje mi koncepcja połączenia ciała z duchem w codziennej praktyce . To moja droga. Ale dowiedziałam się przez minione lata także tego, że ścieżka, którą się idzie nie jest dana na zawsze i łatwo gdzieś ją zgubić (śmiech). Stąd regularność pewnych praktyk pozwala przypominać sobie o tym, dokąd zmierzamy i czego nam potrzeba. Pandemia pomogła mi w regularności. Do tego uczę się medytować i już widzę jakie przestrzenie rozwoju otwierają się przede mną dzięki tej praktyce.

Poza kawą, spacerem z psem i jogą, mam też kilka rytuałów pielęgnacyjnych. Skupiam się na oczyszczaniu twarzy i jej nawilżaniu. Do tego stosuję dobre serum z witaminą C – ostatnio marki Diego Dalla Palma Professional oraz drugie marki Sesderma. Lubię krem z figą marki Mokosh. Zużyłam już kilka opakowań. Kosmetyki zwykle polecają mi koleżanki, choć częściej staram się wybierać polskie marki. Moim odkryciem jest polska marka Ala Natural Beauty. Bardzo lubię ich krem do twarzy. Ostatnio jednak mam lekkie problemy hormonalne, co widać na skórze, więc stosuję głównie preparaty polecone przez dermatologa i jest to Bioderma. W swojej pielęgnacji, właśnie z uwagi na skłonną do uczuleń skórę, uważam na oleje. Nie służą mi.

Fot: Łukasz Murgrabia

Za to dobrze robią mi zabiegi kwasami, które leczą moją skórę i pięknie wygładzają. Robię je jesienią, najczęściej w gabinecie Yonelle. Odkryłam także wspaniały gabinet „Na temat piękna” na warszawskim Żoliborzu. Wierzę w domową pielęgnację, ale jeszcze mocniej ufam kosmetyce gabinetowej. To po prostu skuteczniejsze. Ważne jednak, by gabinety te były blisko domu. Niestety, jeśli muszę jechać dłużej niż 30 minut, najpewniej tam nie dotrę.

Odkryłam też masaże twarzy. Umawiam się do salonu UROKI na warszawskim Mokotowie, na fantastyczny masaż kobido. Już po jednym zabiegu widzę różnicę. A sam masaż jest tak przyjemny, że odpływam i zasypiam.

Są rzeczy, które robię zbyt rzadko. Należy do nich balsamowanie ciała. Wyraźnie je przesuszam i wtedy pomaga mi niezastąpiony Cetaphil. To najlepszy na świecie krem na wszelkie problemy. Z kremów do ciała lubię masło z tymiankiem i wanilią marki Mokosh. Robię peelingi, ale tylko cukrowe, o owocowych lub kadzidłowych zapachach. Niezbyt często kremuję ręce, choć chciałabym mieć taki nawyk… Noszę mnóstwo kremów, w torebce, na biurku… i one tam czekają.

Fot: Ola Golczyńska

Paznokcie – tu lubię poszaleć i tu znów mam wspaniałą przewodniczkę i ekspertkę – czyli Patrycję z Mani Mani na ulicy Hożej. Poleciła mi ją przyjaciółka, Natalia Kopiszka. Malowanie paznokci to taka fajna, kobieca rzecz! Dają jakąś taką miłą satysfakcję dla samej siebie – w końcu co chwila oglądamy swoje dłonie! Lubię mieć paznokcie krótkie, ale kolorowe. Kolor dobieram w zależności od nastroju, ale mam swoje ulubione. Jeśli wzorek, to minimalistyczny.

Zawsze lubiłam makijaż – pewnie to wpływ sceny. Wiosną ubiegłego roku miałam promocję nowej płyty i malowałam się na wywiady promocyjne, choć były one on line. Poza tym nie było zbyt wielu okazji do robienia makijażu. W make up`ie najważniejszy jest dla mnie dobry podkład – i tu kocham Dior Forever Glow, jedyny, który nawilża a jednocześnie dobrze kryje. Nadaje się nawet na scenę. Ma ładne odcienie. Jest idealny.

Mam dużo kolorowych szminek, chyba kilkanaście. Wiele z nich dostałam w prezencie od męża. Zawsze, gdy jeździł w podróże służbowe, przywoził mi różne kolory. Jeśli kupuję sobie sama, zwykle wybieram matowe płynne pomadki Inglot. Lubię matowe szminki.

Maluję rzęsy, ale nie inwestuję w tusze – najcześciej kupuję ten żółty Maybeline. Podejrzałam go u makijażystów. Skoro oni używają, to znaczy że jest OK.

Pudru używam głównie latem. Mam swój ulubiony sypki to ten transparentny od marki Sensai. Czasem dodaję bronzer w kamieniu – Terracotta Guerlain – odkryłam go w świetnej książce o Paryżankach. Jest delikatny, a jednocześnie się lekko błyszczy. Mam też róż, Inglot, w kremowym sztyfcie. Nakładam go palcami. Zresztą wszystko nakładam palcami, poza cieniami do oczu. A cienie wybieram z paletki Urban Decay w odcieniach brązów.

No i włosy. Mam swojego ukochanego fryzjera Tomka, który strzyże w HullHair na ulicy Żurawiej. Należę, do osób, które nie zostały obdarzone gęstymi puklami, z którymi nie trzeba nic robić, to muszę się do nich przykładać. Od niedawna nieco dodaję im koloru, a ostatnio je ścięłam. Decyzja o mocnym skróceniu włosów zajęła mi kilka tygodni, ale kiedy wreszcie zobaczyłam w lustrze efekt, od razu wiedziałam, że to moja fryzura. Podoba mi się bardzo, ale prawdą jest, że przy krótszych fryzurach jest więcej pracy. Muszę teraz zainwestować w gadżety do układania włosów. Wszystkie moje koleżanki polecają Dyson… Może się przekonam.

My dwie na spacerze 🙂

Na koniec zapachy. Wiesz, że moja mama używa wciąż tych samych perfum? Złotych „J`Adore” Diora? Ja jestem zmienna. Choć pamiętam moje pierwsze, jeszcze z czasu liceum – to był Emporio She Giorgio Armani w tubie (nazwa to właśnie Emporio She). W czasie studiów uwielbiałam „Elle” YSL – do dziś ten aromat kojarzy mi się z tamtymi latami. Dziś, już od lat, jestem wierną fanką „Noir” Toma Forda. A ostatnio pokochałam zapach, który dostałam od męża, Fiele Fragrances – niszowa, amerykańska marka prosto z LA. Zapach którego używam nazywa się Mentha. Bardzo piękny, nieoczywisty aromat. Perfumy to niezwykły świat! Wyprawa do GALILU, gdzie można odkryć te wszystkie niesamowite zapachy i pooglądać te oszałamiające flakony to zawsze wielka przygoda. Ostatnio zakochałam się właśnie tam w niesamowitych flakonach marki Ormaie. Każda butelka to dzieło sztuki. Równie dużo przyjemności sprawiają mi zapachowe świece i kadzidła, które otulają dom delikatnym zapachem.

Agnieszka
Agnieszka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *