Antonina Choroszy o pięknie z Natury

Oszałamiająca, zmysłowa, kobieca, niezwykle uzdolniona. Tajemnicza. W Poznaniu fani teatru walczą o bilety w Teatrze Nowym na spektakle z jej udziałem. Antonina Choroszy, choć większość życia spędziła na scenach teatralnych i planach filmowych, na kosmetyce i pielęgnacji zna się jak nikt. Przed Akademią Teatralną skończyła szkołę kosmetologiczną, a potem pracowała jako charakteryzatorka. Dziś stawia na kosmetyczny minimalizm, ale ma swoje pielęgnacyjne sposoby na urodę i piękną skórę. Kiedy zapytałam naszą wspólną przyjaciółkę Edytkę o kilka słów o Antoninie nie mogła się zdecydować: czy bardziej piękna, czy mądra, czy zdolna. Ostatecznie ustaliłyśmy: Wielkie Serce!
Przeczytajcie o sposobach Antoniny na piękno…

Antonina Choroszy

Jestem dzieckiem PRL-u. Moje pierwsze wspomnienia dotyczące pielęgnacji ciała, to zapach szarego mydła, wody z dodatkiem octu do płukania włosów, suszonych ziół dodawanych do kąpieli i oliwki do ciała. To także obraz stawianych naczyń na podwórku w czasie letniej burzy, do których dorośli gromadzili deszczówkę, aby przy wieczornej kapieli spłukać nią włosy i twarz. Do dziś widzę te maseczki z żółtka lub białka na twarzy mamy, a także ze świeżych, roztartych malin, oraz plasterki pokrojonego świeżego ogórka na twarzy.

Wakacyjna kosmetyczka mojej mamy zawierała kilka produktów: pastę i szczoteczkę do mycia zębów, mydło – najczęściej tzw. „Szare“, jakiś krem do twarzy o nazwie „Jajeczny“, maść z Vit A.w tubce, szminkę do ust, wodę toaletową „Pani Walewska“ i lakier do paznokci.

Minimalizm pielęgnacyjny mojej mamy z obecnej perspektywy zdaje mi się wzorcem idealnym, a zarazem nieosiągalnym, choć bardzo chciałabym, aby moja kosmetyczka wakacyjna, czy półka w łazience z kosmetykami była tak ascetyczna! Ależ byłoby to wspaniałe, zwłaszcza kiedy z przerażeniem zastanawiam się ile ważą moje kosmetyki, nadając swój bagaż na lotnisku…haha…

Antonina Choroszy

W ostatnich kilku dekadach świat się zmienił. Nie mam na myśli jedynie zanieczyszczenia powietrza, wód gruntowych, czy zaburzenia ekosystemu. Wraz z rozwojem cyfryzacji mamy dostęp obecnie do wszelakiej wiedzy. Rozwój badań w dziedzinie szkodliwości i dobroczynności stosowanych preparatów jest wręcz zdumiewający. Ale i wyniki tych badań nie są czymś ostatecznie pewnym i niezmiennym. W świecie kosmetologi stale coś jest odkrywane, po to aby za chwile było podważone. Trudno się w tym wszystkim odnaleźć.

Dlatego jestem przekonana, że oprócz pogłębiania wiedzy oferowanej nam z różnych źródeł, przede wszystkim należy słuchać swej intuicji i swego organizmu, ciała, skóry.

Jako nastolatka miałam ogromne szczęście. Ani jeden pryszcz nie zagościł na mojej twarzy, ani ciele. Miałam cerę idealną. Nawet nie pamiętam, jakich kosmetyków używałam w latach 90-tych, o ile w ogóle. Ależ to był błogi czas, haha… Kosmetyki kolorowe zaczęłam stosować ok. 35 roku życia. Nie czułam potrzeby malowania się na co dzień. Czasem pomalowałam usta, rzęsy, ale robiłam to bardzo rzadko. Oczywiście stosowałam makijaż w pracy na scenie. Używałam wtedy produktów teatralnych, marki Kryolan. Od lat już ich nie używam, oprócz niektórych kolorowych cieni, ponieważ obecnie moja cera jest dojrzała i ma tendencje do przesuszenia, a ich podkłady dla mnie są właśnie zbyt wysuszające.

Wszystko zmieniło się, kiedy moja skóra powiedziała promieniom słonecznym stanowcze NIE!

Nigdy nie byłam fanką kąpieli słonecznych, leżenia plackiem na plaży – to nuda straszna. A mimo to, tuż po 35-tym roku życia pojawiło mi się uczulenie na słońce. I zmieniło niemal wszystko w moim myśleniu o pielęgnacji ciała i twarzy.

Fot. Pexels

Od niemal dwudziestu lat każdego dnia stosuję preparaty chroniące przed promieniowaniem UV. Dotyczy to kosmetyków pielęgnacyjnych jak i kolorowych. Latem filtry SPF 50, przez resztę roku filtry SPF 30, obowiązkowo! Może dlatego moja skóra, mimo upływu lat, trochę wolniej się starzeje, choć kiedy zaczęłam stosować tę ochronę, aspekt starzeniowy nie był dla mnie priorytetem.

Kiedy dane jest mi spędzać wakacje w pięknych, ciepłych krajach, mimo nakładanych produktów ochronnych na ciało i podkładów, lub kremów z pigmentem na twarz, które zawierają filtry SPF 50, mój kontakt ze słońcem jest ograniczony. Chodzę na plaże wczesnym rankiem na godzinę, zwykle kąpać się w ciepłym morzu, które kocham, a potem dopiero ok. godziny 17:00. I zawsze jestem w cieniu (jeśli akurat nie chlapię się w słonej wodzie). A mimo to zawsze wracam z tych miejsc opalona. Taką moc mają promienie słońca. I wciąż nie wszyscy wiedzą, że kontrola ekspozycji słonecznej chroni nas przed fotostarzeniem.

Uwielbiam wakacyjne podróże. Oprócz oczywistego odpoczynku, są one dla mnie poznawcze i kształcące. Pamiętam jak będąc wiele lat temu w Grecji, o 7:00 rano na plaży byłam tylko ja i kilkoro, w podeszłym wieku Greków. Zaczepili mnie, pokazując kciuk w górę, aprobujący moją obecność o tej porze na plaży. Pokazali mi na swoim zegarku, które godziny ich zdaniem są bezpieczne dla organizmu człowieka. Była to dla mnie piękna i najkrótsza lekcja o zdrowym korzystaniu z tego, co ofiarowuje nam natura.

Stambuł – raj dla koneserów naturalnych olejków eterycznych

Rynek farmaceutyczny i kosmetyczny oferuje nam niezliczoną ilość kosmetyków z filtrami SPF. Osobiście lubię te, które zawierają jak najmniej chemii. I tu pojawia mi się kolejne wspomnienie z wakacji, z Izraela. Kolejna lekcja. Starszy pan, Izraelczyk pochodzący z Jemenu, powiedział mi, że w jego rodzinie, jako ochronę przed promieniowaniem słonecznym stosuje się czysty 100% olejek jojoba. Dzielę się tą wiedzą z tymi, którzy są zwolennikami produktów naturalnych.

Każdy wiek rządzi się swoimi prawami. Zauważyłam, ze potrzeby mojej skóry zmieniają się mniej więcej co dekadę. Od 30-stu lat jestem aktorką, ale to nie jest mój jedyny wyuczony zawód. Wcześniej skończyłam… Studium Kosmetyczne, jestem Technikiem Kosmetykiem. Przez ponad dwa lata pracowałam również jako charakteryzatorka w TV Wrocław, zanim zdałam do PWST we Wrocławiu. Od czasów mej kosmetycznej edukacji oraz pracy charakteryzatorskiej, jestem świadkiem ciągłych przemian poglądowych i estetycznych na każdej płaszczyźnie w dziedzinie pielęgnacji i urody.

Moja wiedza nabyta dawno temu i pozyskiwana na bieżąco, utwierdza mnie coraz bardziej w przekonaniu, że wsłuchanie się w potrzeby naszego organizmu są nadrzędne. Nie ulegam reklamom. Przyglądam się im. Lubię również słuchać ludzi, którzy są pasjonatami w swej dziedzinie. Np. moją ulubioną wizażystką jest Lisa Eldridge.

Moja skóra nie lubi sztywnych zasad. Mimo, iż mój wiek wskazuje na to, iż powinnam stosować kremy liftingujące, moja twarz nie akceptuje ich. I tak, jak wcześniej wspomniałam, każdy wiek rządzi się swoimi prawami, tak nie oznacza to, iż na siłę należy stosować produkty metrykalnie sugerowane przez producentów: 20, 30, 40, 50, 60 Plus itd.

Olejki marki Love Skin Food

Co zatem lubi moja skóra? NAWILŻANIE! Stosuję różne preparaty nawadniające i często są to preparaty przeznaczane przez producentów tylko dla osób młodych. Bardzo cenię kosmetyki azjatyckie. Japonia i Korea mają ciekawe podejście do pielęgnacji twarzy i ciała. Cząsteczki kwasu hialuronowego w ich produktach są opracowane technologicznie inaczej niż preparaty europejskie.

Co robię regularnie, by pomóc mojej skórze? Dokładnie zmywam twarz preparatami niewysuszającymi, potem tonizuje ją i nakładam kremy nawilżające lub olejki. Ostatnio polubiłam olejki polskiej ekologicznej marki Love Skin Food. Co jakiś czas robię łagodny peeling do twarzy. Jestem zwolenniczką złuszczania i nawilżania. W zależności od pory roku, zmieniam jedynie ilość nakładanych preparatów.

Instagram Pharmaceris

Latem stosuję fluid ochronno-korygujący Pharmaceris SPF 50. W pozostałe miesiące podkład Guerlain Parure Gold SPF 30, który uwielbiam, ponieważ pięknie rozświetla. Na życie lubię stosować make up no make up. Być może dlatego, że na scenie zwykle mam mocny makijaż. Choć nie ukrywam, że wolałabym w ogóle nie używać niczego, ale niestety nie widzę powrotu do raju utraconego, nad czym ubolewam. Pociesza mnie, że świat wypracowuje jednak coraz to nowe metody choć częściowego powrotu do przeszłości. Wielu ludzi sięga po naturalne metody pielęgnacji, a co za tym idzie przymusza firmy kosmetyczne i farmaceutyczne do poszukiwań i tworzenia zdrowych dla człowieka preparatów kosmetycznych.

Fot. Pexels

I jeszcze coś… Jestem osobą sensualną. Czytam świat po przez zmysły, a węch jest moim naczelnym sensorem. Jestem absolutnie uzależniona od aromaterapii! Uwielbiam 100% naturalne olejki eteryczne! Niestety te najlepsze, czyste, mają wysoką cenę, ale nie dziwi mnie to, ponieważ pozyskanie ich jest naprawdę trudne. Aby uzyskać kilogram wysokiej jakości olejku z róży damasceńskiej, potrzebne jest aż 3000-4000 kg płatków tego kwiatu, które zbiera się ręcznie w określonej porze roku. Nie bez powodu mówi się, iż niektóre olejki eteryczne są droższe od złota. Osobiście dane mi było testować te wspaniałe zapachowe cuda w Istambule. Fascynujące doświadczenie. Od tamtej pory mój nos nie da się oszukać chemicznymi podróbkami. Jeśli jednak nie możemy sobie ich kupić, zawsze możemy rozetrzeć na dłoni skórkę mandarynki, cytryny, czy gałązkę rozmarynu, rozetrzeć i wąchać. Uwielbiam te ulotne chwile.

Naturalne SPA to najwspanialsza pielęgnacja jaką możemy sobie podarować. Spacer nad brzegiem wzburzonego morza nawilży naszą skórę jak żaden krem, a piasek plaży wygładzi nasze stopy. Tego nauczyła mnie moja mama. Oddychanie powietrzem lasów sosnowych, najlepiej po letnim ciepłym deszczu, otwiera zmysły i dotlenia skórę. Istnieją też na naszej planecie naturalne SPA, które nazywam Cudem Natury. Do nich zaliczam Morze Martwe. Biorąc w nim kąpiele miałam poczucie, że jestem w łonie Matki. Wszystkie kremy świata oddaję za możliwość oddychania oparami jego wód, unoszącymi się nad jego powierzchnią, oraz za rozkosz obcowania w tej oleistej cieczy z całym jej bogactwem mikro i makro elementów! Minimalizm i kontakt z Naturą to kierunek, w którym staram się podążać.

bellateca
bellateca

Im więcej mam lat, tym temat urody jest ważniejszy. Wymaga pracy, uważności i dbałości. Tym chętniej o tym piszę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *