Dystans i spełnienie, Ania Wyszkoni

Ania Wyszkoni podsumowuje 25 lat swojej muzycznej działalności. Ćwierć wieku! Ten album to sentymentalna podróż, pełna wrażliwości, pasji, miłości i spełnienia, ale także gorzkich doświadczeń życiowych i słabości, które zdarzają się każdemu. Ania jest zawsze blisko swoich fanów. Przy tym otwarta, miła i zabawna. Kiedy siadamy i rozmawiamy o tych latach, widzę jej spełnienie. I naprawdę duży dystans do świata i siebie. Zobaczcie co robi Ania Wyszkoni, że ma w sobie tyle spokoju, a jednocześnie wygląda świetnie!

Fot. Universal

„Moje pierwsze doświadczenia z kosmetykami były bardzo spokojne. Miałam 17 lat i wcale nie chciałam się malować. Moja mama też używała kosmetyków oszczędnie, więc nie miałam takiego wzoru do naśladowania. Zaczęłam już wtedy śpiewać w zespole Łzy, a także w szkolnym zespole wokalnym. I pamiętam jak dziś, wszystkie dziewczyny godzinami się szykowały na występy a ja… byłam zbuntowana i nie robiłam nic. Był taki występ, kiedy stałyśmy wszystkie na scenie i tylko ja byłam blada jak trup. Jednak mogłam się trochę przełamać i sięgnąć po puder, szminkę czy róż. Ale cóż… taki wiek. Nosiłam się na czarno, wybierałam powyciągane swetry i broniłam swego stylu. Dziś śmieję się z tego buntu. Teraz lubię eksperymentować z makijażem. Nie musi być zawsze upiększający. Fajnie, jeśli jest jakiś. Lubię zaszaleć. Nie muszę być w tych stylizacjach „śliczna”, mam wyrażać siebie i pokazywać swój charakter. 

Fot. Universal

Przez te wszystkie lata na scenie nauczyłam się sama malować. Podglądałam najlepszych makijażystów i wcielam ich wiedzę. I zawsze się dziwię, bo robię to w piętnaście minut a oni w godzinę (śmiech). Choć oczywiście kiedy pomaluje mnie ręka fachowca to jest od razu inny komfort i efekt. Na wielkie wydarzenia zawsze umawiam się z profesjonalnymi makijażystami. Moim ulubieńcem jest Marcin Łabno. Zawsze, kiedy mnie maluje, mam pewność, że będzie dobrze. Na co dzień nie używam na przykład w ogóle szminek. Tylko ochronne. I to jest prawdziwy must have w torebce. 

Lubię perfumy, ale używam ich rzadko, raczej stoją na półce. Mam wrażenie, że nie wypada intensywnie pachnieć, że nie należy narzucać mocnych zapachów innym. Ja sama czasem czuję się przygnieciona intensywnymi perfumami kobiet. Gusta są różne. Jedni lubią aromaty kwiatowe, inni nie. Ja nie, więc kiedy czuję je w dużej kondensacji to bywa niekomfortowe. I dlatego nie stawiam też innych w podobnej sytuacji. Ale lubię zapachy. Niedawno kupiłam ciekawe, niszowe perfumy Marc-Antoine Barrois. Poczułam je u koleżanki i od razu chciałam mieć. Jest to zapach uniseks, więc mój partner z dużą radością zużył mi większość flakonu. Mam dwa ulubione rodzaje perfum – świeże i kadzidłowe. A kiedyś, cóż… kochałam „J`Adore” Diora. To były te pierwsze i ulubione. Potem sięgnęłam po Lanvin Eclat d’Arpege. Wiem, że niektórzy mają dziesięć różnych flakonów na półce i dobierają zapach do nastroju, pogody, pory roku. U mnie jest inaczej. Mam ulubiony zapach i używam go namiętnie przez pewien czas, a potem znajduję inny.

Ania i ja

Dbam o cerę odkąd pamietam. Jako młoda dziewczyna miałam spore problemy z trądzikiem. Nauczyłam się pielęgnacji, aby takie kłopoty nie wróciły. Zawsze, choćbym nie wiem jak była zmęczona, zmywam dokładnie makijaż. Zawsze też nakładam krem Durcay z witaminą PP. On pozwala mi zapanować nad problemami ze skórą. Niesamowite, że jako kobieta po czterdziestce wciąż je mam. Pod oczy wybrałam Shiseido Vital Perfection. Regularnie też aplikuję odżywkę do rzęs, bo lubię kiedy są mocne i gęste. Włosy nawilżam i odżywiam nakładając na nie oliwę z oliwek. Dbam też o to, by używać odpowiednich, specjalistycznych kosmetyków, które wybieram w salonie fryzjerskim. 

Od dawna kusiło mnie zrobienie grzywki, ale słyszałam wiele opinii, że to same kłopoty. Bo wstajesz rano, a ona odstaje. Bo czoło się poci i grzywka nie wygląda dobrze. Kiedy jednak nadszedł czas na nową płytę, pomyślałam: dobry moment na zmianę. Moja stylistka fryzur, Sylwia Habdas, bardzo mi w tym pomogła. Powiedziała: Robimy i już. Bardzo się z tego cieszę. Oczywiście w zapuszczaniu włosów pomogła pandemia, bo było mało wyjść a salony fryzjerskie zamknięto. Nie jest to mój pierwszy raz z grzywką, ale to było dawno temu, kiedy byłam malutka. Taką fryzurkę pamiętam tylko ze zdjęć. 

Zawsze poszukiwałam nowych stylizacji, lubiłam zmiany. Bawiłam się modą i podkreślałam tym nowe etapy w życiu. Gdy zaczynałam solową karierę obcięłam włosy i przefarbowałam je na marchewkowo-czerwono. Przy drugiej płycie uznałam, że jestem coraz bardziej poukładana – i możemy moje krótkie włosy przefarbować na delikatniejszy blond. Dzisiaj już bym się na takie fryzury nie zdecydowała, ale wtedy te eksperymenty były mi potrzebne. To znak czasu. Modne były inne makijaże, inne ciuchy. Na szczęście wszyscy wyglądaliśmy… inaczej.

Nowa płyta Ani „Nieznośna lekkość hitu” już w sprzedaży!

Nigdy nie stosowałam żadnych diet, ale jestem zdyscyplinowana. Jeśli zjem ciasteczko, to później solidnie ćwiczę. Ale robię to po to, by właśnie mieć przyjemność jedzenia ciasteczek (śmiech). Nie odmawiam sobie. Wiadomo, że czuję się lepiej ze sobą, kiedy jestem szczuplejsza. Lepiej wygląda moje ciało i mam dobry nastrój. Mogę czuć radość, że dzięki swojej pracy jestem w dobrej formie mając 41 lat. Ćwiczę codziennie, choćby kwadrans. Nie korzystam z żadnych siłowni, ani klubów fitness. Po prostu kładę się na dywanie i zasuwam. Nawet maty nie kupiłam, bo uznałam, że najważniejsza jest mobilizacja a nie supersprzęt. I uwielbiam masaże. Niestety ostatnio nie mam na nie czasu. Regularnie masaż robi mi tylko mój fizjoterapeuta, ale nie można powiedzieć, że wychodzę po nim. zrelaksowana.

Lubię naturalne kolory. Poza sceną nie przesadzam z makijażem. Ale moja córeczka za to uwielbia tę sferę życia. Podbiera mi kosmetyczkę i maluje się odjazdowo i kolorowo. I oczywiście uwielbia mierzyć moje sukienki i szpilki. To akurat ja też robiłam. Chodzenie w sukienkach mamy i śpiewanie do dezodorantu… cudowne wspomnienia… „

bellateca
bellateca

Im więcej mam lat, tym temat urody jest ważniejszy. Wymaga pracy, uważności i dbałości. Tym chętniej o tym piszę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *