Kiedyś na hasło „lifting” reagowałam podobnie jak na słowo „emerytura”. Kiedy to będzie… I cóż, dziś produkty liftingujące witam z błogim uśmiechem a o emeryturze myślę całkiem realistycznie, a czasem już nawet czekam. To drugie oczywiście w wersji toskańskiej.
Lifting jednak zaczyna się na długo przed emeryturą. I dlatego z radością patrzę na nową liftingującą serię MIYA. Ciekawe, że marka ta stała się tak popularna, że prawie każda moja koleżanka ma na toaletce coś z MIYA. Ja aktualnie mam liftingi.

W serii przede wszystkim mamy liftingujący krem all-in-one z podwójnym retinolem roślinnym, który ujędrnia, zwiększa sprężystość skóry, wygładza i napina. Zmniejsza też widoczność zmarszczek, dodaje skórze witalności oraz poprawia poziom nawilżenia. Ważne, że dobry dla każdego typu skóry, w tym wrażliwej, naczynkowej i okolic oczu. Czyli to, czego potrzebuję.
A co działa liftingująca? Cały kompleks – bakuchiol, stewia i niacynamid. Do tego ceramidy o działaniu regenerującym i łagodzącym, a także kwas hialuronowy, odżywcze masło shea i ekstrakt z kwiatów stokrotki (wyrównuje koloryt, dba o promienność skóry, łagodzi zaczerwienienia). Plus olejki canola, rycynowy, z oliwek (działają kojąco i nawilżają skórę), witamina E, która poprawia elastyczność i nawilżenie.

W serii jest też liftingujące serum, które ma w składzie jeszcze więcej roślinnego retinolu (2,5%), kompleks ceramidów [2%] i olejek z kamelii japońskiej, który wygładza, nawilża, zmiękcza, działa regenerująco. W pakiecie jeszcze hydrolat z kwiatów pomarańczy, działający nawilżająco i łagodząco oraz ekstrakt z bławatka, poprawiający kondycję skóry.
Do tego idealnie uzupełniające kurację specjalistyczne Serum wzmacniające z fitokolagenem [5%] o wyższym stężeniu składników aktywnych połączonych z mocą składników naturalnych. Serum to wzmacnia barierę ochronną skóry, wspomaga jej odnowę i odbudowę. Poprawia też kondycję i wygląd, dodaje elastyczności i blasku.
Wiem, że tej marki nie trzeba specjalnie polecać, bo znacie i lubicie. Ja też.
