Francuski elektryk czyli szyk i technologia nowego Peugeota e-208, który ma mnóstwo miejsca na kobiece drobiazgi

Jak tym się jeździ! Elektryczne samochody mają tę najpiękniejszą cechę… one płyną. W dodatku, ruszają błyskawicznie. Przeciętne auto spalinowe nie da nam tego uczucia. Elektryk po prostu odrywa się od ziemi i odpływa. „Setkę” osiąga, w trybie sportowym, po ośmiu sekundach. Taki właśnie jest Peugeot e-208. Sama przyjemność.

Ale jest coś jeszcze. To auto jest wymyślone tak, że wnętrze współpracuje z kierowcą. A szczególnie z… kierowcą na obcasach (a kobiet za kółkiem jest w Polsce ponad 40 proc.) Wreszcie mam miejsce na ważne przedmioty, które zawsze ze mną jeżdżą. Tak, są ważne 🙂 Na samym środku auta jest duża przestrzeń, gdzie spokojnie położymy perfumy, szminki, telefon, krem z filtrem i pewnie jeszcze kilka rzeczy. Nie trzeba ich – wreszcie – upychać w miejscu przeznaczonym na butelkę i kawę. Choć oczywiście można, ale ja zwykle jednak wożę w aucie i wodę i kawę. I co wtedy z perfumami?

Krem pod oczy, krem z filtrem, perfumy, dezodorant. Gdzieś to trzeba położyć:)

No i specjalna, zamykana mini-szafeczka na okulary. Na przykład na okulary. To element, który zwrócił moją uwagę jako pierwszy. Dopiero później zaglądałam do bagażnika i schowków na dokumenty. Małe, zamykane miejsce, w zasięgu ręki. Świetne! Lusterko do poprawienia make upu przed spotkaniem ma kierowca, ale też pasażer. Czyli na wypad z koleżanką – idealnie! Ostatnio, kiedy opisywałam inne auto, ktoś zadał mi pytanie, czy naprawdę wożę tyle rzeczy w samochodzie. Naprawdę, nawet więcej. Z tymi perfumami… podpatrzyłam to u mojej przyjaciółki Moniki. Nie ruszała się bez swoich – ulubionych wtedy – Mademoiselle Chanel. Zależnie od auta, którym jeździła, perfumy albo miały wygodne miejsce, ale latały po wnętrzu. Od kilkunastu lat mam ze sobą w samochodzie buteleczkę ulubionego zapachu. Zmieniam je tylko sezonami. Wiosną – kwiatowe. Latem – kwiaty i cytrusy. Jesienią – drewniane i korzenne. Zimą – słodkie i otulające.

Elektryczny Peugeot e-208 oferuje do 362 km zasięgu na jednym ładowaniu. Ale to przy delikatnej jeździe. Kiedy się trochę dociśnie, ładowanie starcza na 250 km. Do miasta wystarczy. I bardzo ważne, ładowanie prądem jest kilka razy tańsze niż benzyną. Podjechałam do warszawskiej Galerii Mokotów na krótkie zakupy, zostawiłam auto w ładowarce na 30 minut. Doładowało mi prądu na około 50 dodatkowych kilometrów (są też szybsze ładowarki) i zapłaciłam za to 5 zł. Za tyle kilometrów przejechanych na benzynie zapłaciłabym ok 25 zł. Nie ma porównania. Prąd jest dużo, dużo tańszy.

Korzystając z szybszej ładowarki (stanowią około 30 proc. wszystkich stacji ładowania w Polsce) można naładować baterię do pełna w ok. 30-40 minut. W 3-fazowej stacji ładowania zajmie to około 5 godzin, co jest idealne, jeśli mamy dom i podłączymy tam trójfazę. Wstawiamy na noc i rano auto jest naładowane i gotowe do drogi. Aha, gdybyśmy chcieli włączyć się do zwykłego, standardowego gniazdka proces zajmie ponad… 30 godzin. Odradzam podkradanie prądu w garażach w bloku. Kiedyś chciałam sprawdzić tempo takiego ładowania (okazało się baaaardzo wolne), włączyłam w nocy auto i już o 8.00 rano miałam skargi z administracji – sąsiedzi napisali, że nie życzą sobie, by ktoś z prądu osiedlowego ładował sobie elektryczny samochód. Konfliktogenne i czasochłonne.

Francuskie lubi francuskie, czyli Nuxe w Peugeocie. Krem w sprayu, bez którego rzadko się ruszam idealnie mieści się w drzwiach auta

Co świetne, samochody elektryczne mogą legalnie jeździć buspasem, co w dużych miastach i w korkach robi różnicę. Wiosną tego roku w Polsce było zarejestrowanych ponad 20 tysięcy w pełni elektrycznych aut, a drugie tyle hybrydowych. I wciąż ich przybywa. Ceny benzyny mogą zniechęcać do spalinowych samochodów. I na koniec jeszcze coś. Peugeot, jak to we francuskich autach bywa, ma piękny design. Miło się patrzy, miło się jeździ, a płacąc za prąd przy tankowaniu wciąż można się uśmiechać.

bellateca
bellateca

Im więcej mam lat, tym temat urody jest ważniejszy. Wymaga pracy, uważności i dbałości. Tym chętniej o tym piszę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *