Marieta Żukowska – zwyczajna niezwyczajna

Pierwszy raz zobaczyłam ją na pokazie prasowym filmu Łukasza Barczyka „Nieruchomy poruszyciel” w 2008 roku i byłam dosłownie wbita w fotel. Oto pojawiła się w polskim kinie dziewczyna, jakiej nie było. Z jedyną w swoim rodzaju energią, z talentem, mocą i delikatnością zarazem. Po tym filmie Marieta pojawiała się w wielu spektaklach teatralnych, filmach i serialach (Londyńczycy, Barwy szczęścia, Bezmiar sprawiedliwości). Jest wszechstronna, gra role dramatyczne, ale nie boi się też kiczu. Dała czadu rolą pani chirurg w „Botoksie” Patryka Vegi. Niedługo zobaczymy ją w jednej z głównych ról w nowym serialu Polsatu i w „Small World” Patryka Vegi. Ikona stylu i normalna dziewczyna. Zwyczajna niezwyczajna.Tak opowiada nam o swoich codziennych rytuałach.

Najważniejszym rytuałem, który praktykuję już od dwóch lat jest medytacja transcendentalna. Dwa razy dziennie, czasem raz dziennie po 20 minut. To niedługi czas, a potrafi mi dać spokój i dystans w pędzącym i pełnym trudnych wydarzeń świecie. Wprowadza też stały element do mojego tak różnorodnego życia. Czasem jadę do pracy na 4 rano, czasem na 6, czasem na 12, a czasem wcale. Dlatego jednego dnia zanurzam się w medytację po spokojnym śniadaniu, a innego w samochodzie wiozącym mnie o świcie na plan zdjęciowy.

Marieta Żukowska

Medytacji trzeba uczyć się od dobrych nauczycieli. Wystarczą cztery spotkania z nauczycielem, by potem już samodzielnie odkrywać jej moc. To ćwiczenie bycia ze sobą, tu i teraz. Piękny odpoczynek dla mózgu. Zawsze mam potem ogromną energię i siłę na resztę dnia.

Do tej energii dokłada się też moja ukochana kawa. Piję ją już ponad dwie dekady i nigdy nie kupiłam ekspresu. Zawsze parzę w typowej włoskiej kawiarce. Taka mi najbardziej smakuje. Włoska kawa z włoskiej kawiarki to zdecydowanie jeden z ulubionych rytuałów dnia. Potem, świadoma, że nie można przesadzić z kofeiną, do końca dnia piję już tylko zieloną herbatę, najczęściej matchę. Lubię też robić sobie napar z kolendry, chili, miodu, soli i cytryny.

Natura, w kosmetykach i naparach. Samo zdrowie.

Pielęgnację twarzy jeszcze niedawno traktowałam nieco po macoszemu. Potrafiłam z braku czasu umyć buzię mydłem i zasnąć. Ostatnio jednak uświadomiłam sobie, że hmmmm mam 38 lat i powinnam podejść do tego poważniej. I tak zabrałam się za poszukiwanie odpowiednich kosmetyków. Mam kilka odkryć!

Do mycia twarzy stosuję apteczną oliwkę SVR. Na oczyszczoną twarz nakładam serum Revitalift Filler L`Oreal. Jestem ambasadorką L`Oreal, miałam więc okazję przetestować wiele produktów tej firmy i to serum jest moim cudownym odkryciem. Drugim jest baza Hydra Genius, którą nakładam po serum, na zmianę z kremem SVR Cicavit+. Od czasu do czasu stosuję też olejki polskiej marki Oio Bio.

Odkrycie – Revitalift Filler L`OREAL

Odkryłam też, jak niesamowicie działa na skórę masaż. Przed pandemią chodziłam na japoński masaż kobido – dość mocny i przynoszący dobre efekty. Dopiero jednak kiedy sama zaczęłam robić sobie masaże, moja skóra stała się elastyczna i pełna energii. Ja robię 15-minutowe masaże korugi. Instruktażowe filmy znalazłam w internecie. Puszczam film i masuję. Często robię to w przerwach między zdjęciami. Przez chwilę po masażu skóra jest zaczerwieniona, bo to dość mocny masaż. Ale skuteczny – bo silne ruchy dłoni i palców uruchamiają limfę i krew, komórki są dotlenione i skóra uelastycznia się.

Polska marka Oio Bio – mistrzowie olejków

Innym moim codziennym rytuałem jest aromaterapia – i to pod wieloma postaciami. Olejki eteryczne otaczają mnie zawsze. Kocham pachnące kąpiele – chyba oszalałabym bez wanny. Kiedy moja córka Pola zaśnie, oddaję się kąpielom. Totalnie dodają mi energii. Często wsypuję do wanny sól Epsom, która domagnetyzowuje ciało lepiej niż suplementy. Używam też olejków eterycznych na ciało, wmasowując je w nadgarstki. Moja przyjaciółka sporządziła dla mnie mieszankę na zły dzień – to miks szałwii, jaśminu, neroli i weriweru. Olejki wlewam też do dyfuzora – mam taki ulubiony z MUJI, daje miłą mgiełkę. Poza tym w moim domu zawsze pali się dużo świeczek i kadzidło palosanto. A perfumy… od kiedy używam cudownych Straight to Heaven by Kilian White Cristal wciąż kobiety zaczepiają mnie na ulicy, pytając co to za zapach. Są hipnotyzujące i lekkie. Odkrycie ostatnich lat!

Zapach Straight to Heaven by Kilian White Cristal

Włosy często farbuję, więc są wysuszone. Ratunkiem jest olejowanie, do którego używam oliwy z oliwek. Nakładam ją zwykle na noc, albo w ciągu dnia na kilka godzin i potem zmywam szamponem. Ostatnio lubię linię Botanicals z L`Oreal. Pięknie pachną!

Przygotowywałam się ostatnio do filmu, musiałam sporo poćwiczyć i potrenować ciało. A że nie znoszę chodzić na siłownię, odkryłam ćwiczenia w domu, z Ewą Chodakowską. Miałam ustawiony trening na każdy dzień, raz trudniejszy, raz łatwiejszy i widziałam superefekty! Najważniejsze, że mogłam to robić w zaciszu swojego domu. Poza tym ćwiczę jogę. Tęsknię za jogą na powietrzu. Kiedyś pojechałam na półtora miesiąca do Tajlandii i tam ćwiczyłam dwa razy dziennie. Na dachu w dżungli, z widokiem na morze, o wschodzie i zachodzie słońca. Cudowne wspomnienie. Chodziłam tam także na regularne tajskie masaże, które są cudowne. Potem znalazłam w Warszawie na Nowolipkach spa Oh Yes, z fantastycznymi masażystkami z Bali i Tajlandii. Mieli tam wspaniałe zabiegi i bardzo dobre ceny.

Teraz nastał taki dziwny czas, zatrzymaliśmy się nagle. Mamy lęki i niepokoje. Może to czas na zwrócenie się ku sobie, zadbanie o siebie, znalezienie spokoju. Mnie najbardziej pomogła medytacja. Jakiś czas temu poleciłam koleżance, by spróbowała medytować. Miała dużo stresów i czuła na sobie dużą presję. Po kilku miesiącach powiedziała mi, że dałam jej najważniejszy prezent w jej życiu.

Agnieszka
Agnieszka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *