Peeling enzymatyczny dla wrażliwców

Przychodzi dla niektórych taki moment, kiedy musimy pożegnać się z intensywnymi peelingami pełnymi drobinek, fusów i kryształków. Choć przyjemnie się je stosuje – pięknie pachną a samo wcieranie daje poczucie oczyszczenia, wrażliwa skóra ich nie lubi. Zwykle to cera naczynkowa, delikatna, cienka i skłonna do zaczerwienień. Nie oznacza to jednak rezygnacji z głębszego jej oczyszczania, a jedynie przejście na peelingi enzymatyczne.

Od lat używam tylko takich. Moja skóra po zwykłym peelingu (a właściwie po każdym pocieraniu) wpadała w szał czerwoności. I mimo, że takie skrobanie było przyjemne, musiałam z niego zrezygnować. W ostatnich miesiącach używałam na zmianę dwóch polskich peelingów enzymatycznych – MIYA (ten podkradał mi mąż) oraz malinowego marki Mokosh. W grudniu – przy okazji wizyt Mikołaja i adwentowych kalendarzy – wpadł mi w ręce peeling enzymatyczny Oriflame.

Fot. P.Kovaleva/Pexels

Zawiera kwasy owocowe z jabłek, przeciwutleniacze z owoców jarzębiny, kwas mlekowy i drobinki z łupin migdałów pochodzenia naturalnego. I tu faktycznie te łupiny mogą delikatnie pocierać, ale nie wmasowuję produktu w skórę, tylko nakładam papkę. Po spłukaniu skóra jest czysta, miękka i gładka. Ten peeling jest do każdego typu cery. Dla mnie fajny! Zostanie ze mną.

Agnieszka
Agnieszka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *