Znam osoby, które latem zmieniają wszelkie kosmetyki na ich wersje w żelu. Totalnie to rozumiem, ponieważ w upale potrzebujemy lekkości, a te formuły są zdecydowanie delikatne, nie obciążają skóry i dają poczucie chłodzenia. I mamy kilka przyjemnych żelowych nowości (i kilka nie-nowości, ale lubię).

Zacznijmy od Dalekiego Wschodu, czyli japońskiej marki Hada Labo Tokyo. Marka podbija świat, jest już w 20 krajach, a w samej Japonii jest absolutnym hitem. W Polsce od 2016 roku. Dlaczego świat polubił Hada Labo? Tu zawsze mamy japońską czystość i minimalizm. Podobnie w Revitalizing Hydro-Gel. Jak najmniej składników, za to pośród nich aż 7 rodzajów kwasu hialurynowego. Przyjemne nawilżanie, ładne rozświetlenie i gładka skóra.

Na chwilę jeszcze zostajemy w Japonii. W 2016 roku biolog, profesor Yoshinori Ōsumi otrzymał nagrodę Nobla z dziedziny medycyny za odkrycie mechanizmów autofagii czyli samonaprawiania się komórek. Odkrycie to stało się inspiracja dla biznesu kosmetycznego. I tak właśnie do nowych formuł podeszła marka Yoskine. Stworzyła ona nową technologię In-Yo, która łączy detoksykację komórek skóry z silnym działaniem odmładzającym. Czyli najpierw oczyszcza komórki, a potem dostarcza do skóry składniki aktywne. Właścicielem Yoskine jest Dax Cosmetics, dlatego produkcja, w oparciu o japońskie składniki i formuły, wciąż odbywa się w Polsce. Testuję Vege Zoom Snow Mushroom. To przyjemny hydrożel nawilżający na dzień i na noc, wzbogacony o wyciąg ze śnieżnego grzyba shiro kikurage. Grzybek ten posiada zdolności do wiązania i zatrzymywania wody w naskórku, i przebija ta mocą nawet kwas hialuronowy.

Dwie kolejne żelowo-galaretkowe konsystencje to Hydrain3 marki Dermedic i Sea Delight marki KLAPP. Ten drugi jest trochę jak niebieski sernik z galaretką. Gęsty i odżywczy. Pełen składników aktywnych pochodzenia morskiego, dobrze absorbowanych przez skórę. Jest tu sól morska, która silnie detoksykuje i pobudza mikrokrążenie, a także ekstrakt z muszli ostryg, który jest bogaty w sole mineralne i aminokwasy i przyspiesza odnowę komórkową, odmładza, nawilża i przyspiesza metabolizm komórkowy.Dostałam go od przyjaciółki kilka miesięcy temu, już kończę i… kończę z zachwytem. Z kolei Hydrain3 marki Dermedic to nawilżająca bomba. Uzupełnia niedobory wody w skórze i ogranicza przeznaskórkową utratę wody. Regeneruje i wzmacnia.

Skoro wersje żelowe to koniecznie wypróbujcie taką formułę przeciwsłoneczną z SVR. Linia SUN SECURE ma w tym sezonie opcję dla opornych w stosowaniu filtrów. Tu już nie ma wymówek, że krem zostawia białe smugi – ten żel nie zostawia a świetnie chroni. I dba o rafy koralowe.

Kto marzy o pachnącym chłodzeniu całego ciała – temu polecamy żel aloesowy z Eveline. To prawdziwie multifunkcjonalny kosmetyk. Może zastąpić balsam do ciała, jak i krem do twarzy. Hydrożelowa formuła działa jak kojąco-nawilżający kompres, odświeża i łagodzi. Przynosi też ulgę podrażnionej skórze i przyspiesza regenerację naskórka. W składzie ma witaminy A, C i E, oligoelementy i aminokwasy, a także skuteczny i znany z troski o barierę ochronną skóry aloes.

Supernawadniająca moc aloesu, tu połączona z ochronnym działaniem kwasu hialuronowego oraz betainy jest tez w świetnym sorbecie do twarzy marki AA. Lekka, błyskawicznie wchłaniająca się formuła przynosi skórze przyjemne ukojenie. To dobre rozwiązanie dla skóry wymagającej regeneracji, długotrwałego nawodnienia i ukojenia.

Podobnie działa nawilżający żel Garnier, o którym już pisałam, ale który idealnie pasuje na lato. To żelowe serum Garnier z linii Hyaluronic Aloe ma trzy wyjątkowe składniki: kwas hialuronowy, ekstrakt z aloesu i glicerynę. Kwas hialuronowy, pozyskiwany w procesie biofermentacji, ma właściwości ujędrniające i zdolność do wiązania 1000 razy więcej wody niż sam waży. Aloes koi wszelkie podrażnienia, a gliceryna odżywia, nawilża i chroni skórę.

