Było słońce, są przebarwienia

U mnie na przykład jedno ogromne przebarwienie z czasu ciąży i dwie posłoneczne, mniejsze plamki na policzku. To pierwsze – nie do usunięcia. Pozostały korektory do maskowania. Te dwa pozostałe to wynik mojej dawnej niefrasobliwości. Fakt, średnio wierzyłam z filtry przeciwsłoneczne. I wiecie do czego doszło? Że dziś, kochając słońce, mam na nie alergię a na mojej twarzy zostały te niezbyt fajne plamy. Pytanie – co z nimi zrobić? Otóż, coś się da…

Najskuteczniejsze są lasery. To oznacza profesjonalny zabieg w gabinecie medycyny estetycznej. Najsłynniejszy, ze względu na swoją skuteczność jest Cosmelan. Poleca się go szczególnie w przypadku przebarwień, które pojawiły się podczas stosowania terapii hormonalnych. Dobrze sprawdzają się też peelingi medyczne – peelingi chemiczne, które przenikają do głębokich warstw skóry. Seria takich zabiegów nie tylko rozjaśnia przebarwienia, ale działa wyraźnie odmładzająco. „Działa laser Co2 frakcyjny oraz IPL”, tłumaczy dr Agnieszka Sura z Boston Clinic w Warszawie, „Zabieg należy powtórzyć od 2 do 6 razy. Trzeba jednak mieć świadomość, że niektóre przebarwienia mogą powrócić – wszystko zależy od źródła ich pochodzenia”, dodaje.

Deden Dicky Ramdhani/Pexels

Usuwanie przebarwień to jedno. Pozostaje nam i tak do końca życia stosowanie filtrów (pisałyśmy na Bellatece sporo o filtrach – wrzuć w nasza wyszukiwarkę), oraz specjalna troska o skórę twarzy. W składzie naszych kremów powinny znaleźć się specjalne składniki, które regenerują i chronią wrażliwą skórę: pantenol, witamina E , która przyspiesza regenerację naskórka i poprawia ogólny wygląd cery, oleje roślinne czyli składniki odbudowujące warstwę lipidową naskórka. Dobrze zadbana warstwa lipidowa lepiej chroni przed uszkodzeniami. Wiele kobiet stosuje też kosmetyki wybielające. Pomocne są maseczki z ogórkiem i cytryną. Do tego już zawsze, wychodząc na dwór, nakładamy krem z filtrem. Teraz jest naprawdę tak wiele kremów o różnych konsystencjach, są pudry z filtrami, podkłady… da się coś znaleźć dla siebie. Dlatego właśnie zaczęłam je regularnie stosować. Znalazłam kilka, które lubię i naprawdę używam.

Ałć, to moje przebarwienie. Nie lubię go. Ale walczę, by nie było więcej.

Problem przebarwień dotyka każdego, młodego i starszego, ale najbardziej te osoby, które nie chronią się przed słońcem i przechodzą burzę hormonalną. Kilka miesięcy temu robiłam wywiad z modelką Kasią Struss, która przywitała mnie w ogrodzie w ogromnym kapeluszu. Kasia wie, że słońce to jej wróg. Szczególnie, że w ciąży jej skóra wyraźnie się uwrażliwiła na słońce. Po tym wywiadzie kupiłam kapelusz. I teraz mam komplet – kapelusz, plus krem z filtrem, plus wieczorna regeneracja skóry. Jest jednak jeszcze coś…

Nathan Cowley/Pexels

To coś to wewnętrzna przyczyna przebarwień. Jeśli mamy problemy z układem hormonalnym – a może to być nie tylko ciąża czy menopauza, ale również antykoncepcja hormonalna, hormonalna terapia zastępcza, choroby tarczycy, jajników i nadnerczy. Wszystko to powoduje uwrażliwienie skóry nawet na maleńką dawkę słońca. Leczenie przebarwień powstałych w wyniku chorób układu hormonalnego to właściwie leczenie tych chorób i stała ochrona skóry, by nie powstały kolejne plamy na skórze.

Staram się patrzeć na siebie przez zielone, akceptujące okulary, ale te przebarwienia to coś, co po prostu bardzo mi się nie podoba. Zatem walczę. Mój plan jest taki: Jesienią spróbuję z peelingami, aż do listopadowych mroków będę nakładać krem z filtrem (lub podkład Avene – mój ulubiony podkład z filtrem 50) i dbać o wieczorną pielęgnację. I może nieco się rozjaśnią… OK, może. Ale walka jest przede wszystkim o to, by nie pojawiły się nowe. Te trzy, które już mam, zdecydowanie wystarczą.

Agnieszka
Agnieszka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *