Noc – czas kremu

Kiedy wstaje dzień a my ruszamy do akcji, nasza skóra zasypia. Wieczorem dzieje się proces odwrotny. Im bliżej nocy, tym my bardziej senne, a skóra coraz bardziej gotowa do pracy. Zasypiamy, a ona bierze się za walkę o nasze piękno.

Nocna praca skóry to głównie naprawianie wszelakich szkód, do których przyczyniłyśmy się gdy ona spała. Zasmucona dokonuje przeglądu suchego naskórka, krytycznym okiem przelicza ile wody wypiłyśmy (i zwykle jest za mało), ogląda przebarwienia powstałe w wyniku słońca i stara się naprawić co się da. Już wieczorem leciutko się rozszczelnia, by łatwiej wchłonęły się drogocenne lipidy, witaminy, peptydy i kwasy, których jej na noc dostarczymy. I tu pojawia się pytanie – a w ogóle dostarczymy?

Noc to czas kiedy skóra pracuje…

Czy każda z nas ma nawyk, by stosować kremy na noc przed zaśnięciem? Hmmmm, może inaczej… a jakiekolwiek kremy nakładamy przed zaśnięciem? Bo jeśli coś ma nam pomóc – to właśnie nocą… Oczywiście w ciągu dnia naszym największym przyjacielem powinny być filtry UV, ale to noc jest porą na regenerację i wtedy poprawiamy to, co zepsuła aura, wiek, tryb życia i inne…

Teraz każda w ciszy własnego sumienia patrzy w swoje wewnętrzne lustro i lekko się biczuje (chyba, że nie i patrzy z dumą, gratulacje). Już? To teraz porzucamy wyrzuty sumienia… One nigdy nie pomogą! I bierzemy się do pracy!

Każdy ma swoje ulubione, ostatnio testuję Matis, Vichy i Oskia

Na lustrze wieszamy karteczkę: Kocham moją skórę, dlatego nakładam krem na noc przed zaśnięciem. Krem stawiamy przy lustrze, ewentualnie na szafce nocnej. I… cóż, używamy. Przedtem oczywiście zmywamy makijaż, podkład, fluid, puder i kurz, jaki z pewnością się tam nazbierał. Najpierw przemywamy twarz płynem micelarnym, a potem tonizujemy. Tu – dla zaawansowanych, albo rozkochanych w rytuałach pielęgnacyjnych, albo nocnych marków – otwiera się przestrzeń na dodatkowe formy dbania o skórę. Można nakładać serum lub wszelkie boostery. Kto jednak pada na twarz – nakłada krem. I już. Podsumowując: mycie, tonizowanie, kremowanie. Całość zajmuje 3 minuty. Naprawdę można je znaleźć.

Wiem, że zwykle jesteśmy dla siebie nawzajem łagodne i mówimy: „palisz, trudno… da się żyć”, „nie zmywasz makijażu… przecież czasem można sobie odpuścić”. Ale jednak… nie da się tak zachować zdrowia i urody. Pewne rzeczy są niezbędne. Rezygnujmy z kolorowych paletek do makijażu, szałowych pędzli, masażerów, nawet osobnego kremu pod oczy. Ale z tych kilku rzeczy nie wolno nam zrezygnować. Mycie, tonizowanie, kremowanie. Moje kochane, po prostu to róbcie:) Dla siebie.

Agnieszka
Agnieszka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *