Olej z emu – hit z Australii

Olej z emu znali już Aborygeni. Leczyli nim świeże rany, oparzenia, ukąszenia, ale także ból stawów i choroby skóry. Dziś używany jest w kosmetykach i jest hitem w Australii. Tak, olej ten pozyskiwany jest z emu. Na antypodach emu hoduje się na podobną skalę jak w Europie kury. A sam olej jest produktem ubocznym hodowli. Pozyskuje się go z fałd tłuszczu pod skórą ptaka. Następnie jest on oczyszczany i filtrowany. Na końcu trafia w ręce osób borykających się z problemami z cerą i zwykle jest wybawieniem. Czemu jednak zawdzięcza swoje skuteczne działanie?

W oleju z emu jest bardzo duże stężenie nienasyconych kwasów tłuszczowych, m.in.: linolenowego, który przywraca skórze jej równowagę wodno-lipidową, nawilża, wzmacnia włosy i zapobiega ich wysuszaniu.

Olej emu zawiera także witaminę E czyli silny antyoksydant, który neutralizuje szkodliwe działanie wolnych rodników i powstrzymuje procesy starzenia się skóry. Jest też witamina A, która zwiększa produkcję nowych komórek, złuszcza stary naskórek i reguluje wydzielanie sebum.

Olej emu poprawia także stan włosów. Nawilża je, chroni przed rozdwajaniem się końcówek i wzmacnia. Przywraca im naturalny połysk. Olej trzymamy minimum pół godziny na włosach i powtarzamy zabieg dwa razy w tygodniu.

Tak jak Aborygeni stosowali olej na oparzenia, tak my dzisiaj możemy używać go na oparzenia wszystkich typów, czyli słoneczne, a także oparzenia pierwszego i drugiego stopnia. Działa przeciwzapalnie, przeciwbólowo, zmniejsza blizny i ogranicza powstawanie blizn po oparzeniach. Australijki stosują go także na rozstępy i blizny rożnego pochodzenia, zmniejszając ich widoczność i spłycając je. Zmniejsza również swędzenie, pękanie, łuszczenie się naskórka.
Agnieszka
Agnieszka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *